miniblog 17 grudnia 2016 | miniblog

9148

1

Czytam właśnie Tragedyję jaką jest „Dziecko wspomnień”. 240 stron, które zapowiada się na bełkot z niezłym zakończeniem (którego niestety się już domyślam).

Wyleję swoje żale, tak na szybko, okej?

Przeczytałam 92 strony. Klęłam już z dziesięć razy. Przedstawię Wam kilka nieścisłości, które nie pozwalają mi się cieszyć lekturą (nie będą spoilerami, spokojnie).

Na pierwszej stronie spotykamy się z napisem „Luty„. Bohaterka w historii opowiada nam o swojej córce, która ma miesiąc. Na stronie ósmej czytamy, że dziecko ma już kilka miesięcy. A na stronie 18-stej okazuje się, że Diana zrobiła pozytywny test ciążowy w lutym — szybka matematyka mówi, że rok później, w lutym, dziecko ma mniej-więcej trzy miesiące. Hm.

Trochę stron dalej znajdują się bezsensowne zdania, na przykład takie:

Diana się spóźniała, ale w niczym mu nie pomogło to, że sam pojawił się za wcześnie.

I tylko stronę dalej anegdotka o tym, że żona czasem wymykała się w ciągu dnia do tej konkretnej knajpy na lampkę wina. Do knajpy, którą otwierają mniej-więcej o tej godzinie, o której ona wychodzi z biura. Czyli… tak. Chodziła na lampkę wina do restauracji, którą otwierali dopiero kilka godzin później.

Bohaterowie robią z siebie arystokrację — żyją w nowoczesnym mieszkaniu, są karierowiczami, sprzęty w ich kuchni lśnią. I tęsknią za gotowaniem. Wielkim wyczynem jest, gdy bohater zrobi spaghetti, zamiast zamówić je z knajpy — ekhm. Jest wiele dań, których nie opłaca się robić samemu, ale spaghetti akurat jest tak szybkie i banalne, że nie ogarniam jak ktokolwiek, kto lubi gotować, może choćby rozważać opcję zamawiania do domu. Przecież nawet nie wyjdzie szybciej.

Do spaghetti przygotował bagietkę z masłem czosnkowym (które sam zrobił, wow). Po czym otworzył piwo. Piwo. Smakosz, koneser. Prychnęłam.

No nic, tyle dobrze, że to się szybko czyta (nie powiem, że łatwo, bo jakoś zdania mi tu nie płyną i co chwilę się gubię w wypowiedziach bohaterów) — 92/240. I pewnie będzie jeszcze więcej bzdur. Oby końcówka była warta tej katorgi.

…z drugiej strony sobie przynajmniej myślę, że gorsze gnioty wydają niż to, co ja aktualnie piszę.

 


jeśli tekst Ci się spodobał, zostaw serduszko!
możesz nacisnąć ikonkę serca z lewej strony lub nacisnąć "l" na klawiaturze.

.
0
0

E-mail?

Jeśli chcesz dostawać powiadomienie mailem o każdym nowym wpisie, podaj swój adres poniżej.

Komentarze: 0