5 lutego 2017 | Kultura pisanianotatniki

Kalendarz miesięczny Leuchtturm 1917 – recenzja

1

Już dwa miesiące „bawię się” tym kalendarzem, więc czas najwyższy na recenzję!

Nie jest to mój pierwszy produkt Leuchtturma. Trzeci rok z rzędu towarzyszą mi na biurku kalendarze właśnie z tej firmy i za każdym razem sprawdzam kolejny nowy format. W 2015 roku to był kalendarz tygodniowy z notatnikiem w rozmiarze Medium i Mini wersja bez notatnika, w zeszłym roku był tygodniowy kolumnowy A4, a teraz padło na miesięczny w miękkiej oprawie w kieszonkowym rozmiarze. I jest boski!

Leuchtturm monthly planner with notebook

O teorii pisałam już dawno temu.

W praktyce to faktycznie idealny kalendarz do pary z Bullet Journal. Jest mały, poręczny, a przez miękką oprawę nie zajmuje dużo miejsca. W notatkach nie zapisałam jeszcze ani jednej strony, ale pewnie kiedyś się to zmieni. Kratki na rozkładówkach miesięcznych są dość pojemne, więc spokojnie zmieszczą dwie informacje, takie jak czyjeś urodziny i wizyta gdzieś.

Jeśli miałby być jedynym zeszytem w zasięgu ręki – byłby za mały. 72 strony na 12 lub 16 miesięcy (zależy czy będziecie kupować kalendarz z nowym rokiem, czy poczekacie na obniżki, jakie teraz można zobaczyć już w sklepie Moleskine’a czy Leuchtturma) to niewiele, nawet na listy zakupów, spotkania czy dziennik. Jako uzupełnienie jest idealny. I na tym mi zależało.

B5 pewnie spisałby się już dla tych wymagających.

W sklepie LatarniaMola (gdzie nadal się zaopatruję…) jest aktualnie promocja i B5 kosztuje 6249 PLN, a mój A6 – 4433 PLN. Jeśli nie macie jeszcze kalendarza to koniecznie przejrzyjcie te, o których już pisałam i korzystajcie, póki jest promocja.

PS. W oficjalnym sklepie Moleskine’a trwa aktualnie Winter Sale i większość kalendarzy ma ceny o 30% niższe. Wysyłka do Polski to tylko 19 PLN. Obniżone są też ceny niektórych notatników i po cichutku się przyznam, że poszalałam i kupiłam ostatnio aż… 11. A podobno nie przepadam za tą firmą.

 


jeśli tekst Ci się spodobał, udostępnij go albo kliknij w serduszko na dole (obok ikonki komentarzy) – będę wiedziała, co Wam się podoba!

. . . .
9
0

E-mail?

Jeśli chcesz dostawać powiadomienie mailem o każdym nowym wpisie, podaj swój adres poniżej.

Komentarze: 9

  • Lubię czytać recenzje notatników, kalendarzy, lubię same produkty „macać”, otwierać, mieć, ale… Co ja mam tam zapisywać? Jak próbuję być z czymś regularna i punktualna to zazwyczaj mi wychodzi tylko przez tydzień lub dwa, potem stwierdzam że lepiej mi się żyje tak jak zawsze. Czyli – na spontanie albo wcale! :D Tak czy inaczej jeden swój notatnik Petera Paupera mam i używam, choć nadal rzadziej niż powinnam. Ale nie narzekam.

  • Kupiłaś 11 moleskinów?! :O
    Nieźle!

    • Tak jakoś wyszło ;x ale w końcu pastelowe Cahiery były w promocji i nie mogłam się powstrzymać. Parę Volantów do listów też obowiązkowo – te nowe mają wszystkie kartki wyrywane, więc bosko.

      I kalendarz z Małym Księciem! jestem cholernie ciekawa jak się będzie prezentował na żywo, bo tych materiałowych okładek jeszcze nie widziałam na żywo.

      • Materiałowe są czadowe. Widziałam, macałam, śliczne. Gdyby nie to, że programowo nie kupuję Moleskinów, pewnie bym się skusiła :)

      • No ja też generalnie nie lubię, ale Cahiery są przepiękne, kocham te nitki. I Volanty do listów są okej (nie żal mi wyrywać kartek). Mały Książę jest dla przyjaciela :D no ale co pomacam, to moje. Jak wrócą na stan te z Harrym Potterem to już na pewno kupię. Nie wiem po co, ale kupię.

      • ja miałam tego materiałowego z Małym Księciem na 18 miesięcy, zapisałam jeden😜 bo odkryłam Bullet Journal i przepadłam. A papier tak nędzny, że nawet na notes się nie nada…

        A po co Ci kalendarz, jak masz bujo?

      • Bo w BuJo mam tylko daily log i zadania głównie związane z pracą. A kalendarz, ten miesięczny, idealnie nadaje się na monthly log, jeśli mam coś, co powinno tam trafić (urodziny głównie, czasem jakieś wesele czy inne ważne daty), a ta część z notatkami przydaje się po prostu jako brudnopis, bo w BuJo bazgrania nie uznaję ;D poza tym mam potrzebę kupowania notatników i do każdego pomysłu mam nowy zeszyt, w sensie pamiętnik osobno, opowiadania osobno, powieść osobno, brudnopis do powieści to też jeszcze oddzielny zeszyt.

      • Ach, potrzebę tę mam i ja:) Ale kalendarzy już nie używam. Za to mam bujo-hybrydę, wszystkie sprawy długoterminowe, których nie chciałabym przepisywać do nowego notesu – mam w segregatorze.

      • A widzisz :D ja jeszcze nie mam biurka, a kalendarzyk malutki, zawsze obok BuJo, a jak wychodzę z domu to go wkładam do torby, i w razie czego mam i kalendarz i notatnik (no bo szczerze, temu bliżej do notatnika). Poza tym, przywiązałam się do Project Plannera i pewnie przy tym formacie kalendarza już zostanę (jest od listopada do końca lutego, więc mogę następny kupić w marcu, kiedy normalnie kalendarze są już na -30/-50%, hahaha, deal życia). A poza tym, chcę uzbierać pełną paletę kolorów z Leuchtturma, więc wiesz, każda okazja jest dobra :D

        Segregator nosisz ze sobą? Czy leży w domu zawsze?