Od Blue Monday minęło już kilka poniedziałków. Za dwa dni kolejny, pierwszy w lutym. I wiecie co? Odpukując w niemalowane mówię: ten rok się dobrze zaczął.

To jest tak, że ostatnio wszystkiego mam dość. Mam grę na telefonie, którą włączam codziennie, choć wkurza mnie fakt, że jakieś „coś” przyzwyczaiło mnie do siebie na tyle, że tracę czas.

To jeden z tych dni, kiedy mam totalnie dość wszystkiego. Wyłączyłam Twittera i nie mam ochoty wracać.

Nareszcie. Moje piękne ikonki mają sens. Cieszę się jak głupia, z pastelowych kolorów też. Może wreszcie będę zadowolona trochę dłużej? Fitbit działa. Liczę kalorię. Zaraz idę na spacer.

Z moim laptopem ostatnio nie najlepiej. Wczoraj umarło mu się trochę, pewnie za karę, że chciałam zainstalować Origina, czyli wiecie, #PCMasterRace. A tak serio, to od dawna z nim źle. Niemniej.