Subskrypcja Legimi sprzyja mojej „akcji” #randomoweksiążki, polegającej na czytaniu książek, które przykuwają oko swoją okładką i tytułem. Zabieram się za nie nawet bez czytania tekstu z tyłu czy opisu, bo jak dobrze wiemy, bywa z nimi naprawdę różnie. Najnowszym wyborem po okładce była właśnie Pierwsza Żona.
Ring to historia, którą znają prawie wszyscy z filmu, oryginalnej japońskiej wersji bądź z amerykańskiego remake’u, mniejsza część ludzi jednak wie, że opowieść ta najpierw została wydana w formie książki, którą rok przed moim urodzeniem napisał Koji Suzuki.
To będzie naprawdę parę zdań, które czuję, że muszę skreślić. Cała nadzieja w Paryżu to literatura kobieca, podobno literatura piękna, powieść składająca się w dużej części z listów, opakowana typową fabułą.
Latry to bardzo krótka książka, moje parę słów o niej nie będzie też zbyt obszerne. Najnowsze dzieło Briana Lumleya, niezwiązane z żadną serią, opowiadające o świecie półtora wieku po zagładzie atomowej, gdzie żyje reszta ludzi i stworzenia zwane Latrami, które są jakąś odmianą ukochanych przez autora wampirów.
Zaczęłam tę książkę już sama nie wiem kiedy, ale dawno. Czytałam ją na Kindle’u, w sumie tylko na siłowni, więc wiecie – nie było zbyt wielu okazji w poprzednim kwartale. Jest to druga książka z serii Battlefield, jednak absolutnie nie związana z wydarzeniami z trzeciej części.
Mam z tą powieścią wielki problem. Z jednej strony katowałam ją praktycznie od dnia premiery, która odbyła się w połowie marca. W międzyczasie przeczytałam cztery inne tytuły. Dlaczego? Bo przez pięćset stron jest strasznie nudno, przynajmniej dla mnie.