yzoja

Roccat Skeltr – centrum zarządzania wszechświatem

4 grudnia 2018 Angelika Borucka 2 Kącik technologiczny
Roccat Skeltr – centrum zarządzania wszechświatem

Są w kodowaniu rzeczy ważne i ważniejsze. Obok edytora kodu kolejnym niezbędnym elementem jest klawiatura… I gdy klawiatura nagle przestanie działać, to jest problem.

Moja poprzednia klawiatura na emeryturę przeszła po mniej niż roku…

Ogólnie moja przygoda z Natec Genesis RX22 była dość burzliwa. Kilka lat, kilka sztuk, a ostatni model z hiszpańskim układem, bo taką wysłali mi z brytyjskiego Amazona (logiczne, nie?). Ta z prawidłowym amerykańskim układem poszła do nowego właściciela razem z komputerem przed wylotem do Irlandii, ale to też była trzecia sztuka tego samego modelu po licznych reklamacjach. Przyszedł więc dzień, gdy po prostu, dość klasycznie, wylałam na klawiaturę herbatę. I klawiatura tego nie przeżyła. Najpierw przestał działać klawisz D, potem cały „sektor”. Nie pomogło suszenie ani rozkręcenie, by pozbyć się resztek wody spomiędzy części. Baj baj, było miło, idę Googlać.

Wybór nowej klawiatury

Dla połowy ludzkości wybór jest prosty, idą do sklepu i podjęcie decyzji zajmie im kilkanaście minut. A ja jestem wybredna (albo upierdliwa, jak kto woli). Moja klawiatura powinna mieć niski skok, bo nigdy nie nauczyłam się pisać na wysokich klawiszach. Ale ten niski skok nie może być chickletem, bo te są z kolei za niskie, a poza tym po prostu nie lubię aż tak płaskich i jednolitych kafelków. Musi mieć sekcję numeryczną, no musi. Bo jak ja zrobię wtedy serduszko z unicode? Albo m-dash? No właśnie.

A tak, do tego wszystkiego jeszcze musi być na kablu. Co prawda mam trochę bliżej do sklepu niż wcześniej, ale i tak, na baterie — meh. Moje słuchawki skutecznie oduczyły mnie takiego typu sprzętu.

Dodając takie filtry w sklepach, wybór pozostaje niewielki i zazwyczaj gdzieś trzeba iść na kompromis. Jedyny, który jestem w stanie znieść to trochę wyższe klawisze, ale też chciałam uniknąć faktycznego pełnego rozmiaru, jaki ma większość mechanicznych klawiatur.

Ze skrajności w skrajność

Do wyboru miałam albo super-drogie klawiatury dla graczy, albo tanie klawiatury biurowe, gdzie jest po prostu prostokąt i wprawione klawisze. I bądźmy szczerzy, ale w taką totalnie prostą klawiaturę no też nie pójdę.

Kiedyś dawno wybrałam sobie Roccat Isku FX. Z dostępnością jej już ciężko, bo pojawił się następca Roccat Skeltr. A czemu w ogóle Roccat? Bo mam z tej firmy myszkę, dość pancerną, więc miałabym jedno oprogramowanie do ustawiania kolorków (Spryt +2). Przeglądając oferty w sklepach w Irlandii i UK dość szybko okazało się, że lepiej wyjdzie, jak klawiaturę kupię w Polsce i zapłacę dodatkowe 20% ceny za wysyłkę. Miałam jeszcze szczęście trafić na ostatnie dni promocji. Uff.

Roccat Skeltr

Cena: 389 PLN (są i sklepy, gdzie znajdziecie ją za 500 albo i 750 PLN)

W opakowaniu znajdują się: klawiatura, podstawa pod nadgarstki, sześć tysięcy kabli, książeczka z instrukcją.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest jej rozmiar — jest ogromna. Przekopując internet udało mi się dotrzeć tylko do jednej większej klawiatury – jakieś gdzieś pewnie zgubiłam, ale nie zmienia to faktu, że jest to klawiatura ogromna. Odstająca rozmiarem od większości, którą znajdziecie w sklepach.

Drugie, na co zwrócimy uwagę, to kable. Gdy weźmiemy do ręki cały pęk, to przez moment zaczynamy wątpić w świat…

Na cholerę tyle kabli?

Kabel USB, ten podstawowy, to pęk kabli. Dwa wejścia USB, wejście na słuchawki i mikrofon, łącznie cztery złącza. Oprócz tego krótki kabel USB i krótki kabel mini-jack.

Pęk kabli: jedno USB służy do zasilania klawiatury, drugie do zasilania ewentualnego telefonu czy słuchawek. Wejście słuchawkowe i na mikrofon trzeba wpiąć, jeśli zamierzacie korzystać z wejść w klawiaturze.

USB: małe USB jest po to, żeby móc ładować telefon (lub tablet) ustawiony na podstawce w klawiaturze. Jest on wystarczająco długi, żeby dosięgnąć do gniazda w urządzeniu, ale nie na tyle długi, by się specjalnie plątał za klawiaturą.

Mini-jack: kabel, który podpinamy z jednej strony do klawiatury, z drugiej do telefonu, by móc ogarniać rozmowy telefoniczne za pomocą dedykowanego przycisku na klawiaturze.

Klawisze

Oprócz numerycznej (yay), klawiatura ta posiada sporo dodatkowych klawiszy. 5 jest do makr, oznaczone są one M1 – M5, ale są też klawisze do „ustawień”. Pod spacją są klawisze do przełączania profili ustawionych w aplikacji SWARM, z lewej strony możemy odebrać telefon i zarządzać połączeniem, a z prawej znajdziemy przełącznik do pisania na telefonie oraz włączenia aplikacji towarzyszącej na komputerze.

Każdy z klawiszy można przeprogramować, a na starcie dobrze zerknąć na ustawienie Caps Locka, by nadać mu akcję, do której wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni.

Skok jest niższy niż w typowych wysokich klawiaturach, a wewnątrz jest po prostu membrana, nie mechaniczne przełączniki. Mi to w niczym nie przeszkadza, Roccat Skeltr nie jest aż tak głośny, ale jednocześnie brzmi bardzo przyjemnie. A w ustawieniach można jeszcze dodać dźwięk klawiszy, który umila pracę w słuchawkach.

Podstawkę na nadgarstki od razu wpięłam w klawiaturę, bo nie wyobrażam sobie pisania bez niej. Podobnie jak bez podniesienia tylnych nóżek.

Aplikacja SWARM

Może to mało istotna kwestia, ale może nie do końca? Aplikacja pozwala nam na ustawienia kolorków w naszej klawiaturze, zdefiniowania makr czy przypisania klawiszy inaczej, niż są domyślnie. Tworzyć można tam profile, które przełącza się tymi klawiszami pod spacją, a różnice między nimi można mieć ogromne. Od tego, jak zachowują się klawisze, po zupełnie inne makra, kolorki i dźwięk naciskanych klawiszy.

Do włączania aplikacji jest osobny przycisk, w prawym górnym rogu klawiatury, więc nie trzeba pamiętać nazwy aplikacji, by szybko ją odnaleźć.

Opcji jest naprawdę sporo, niektóre schematy dźwięków są tak niedorzeczne, że ciężko przestać się śmiać. Kolory klawiatury zmieniać można tylko w obrębie pięciu sektorów, co jest trochę smutne. Mamy po dwa boczne panele i podświetlenie wszystkich klawiszy. Do tego dostępne są również akcje powiązane z klikaniem.

Kolory w klawiaturze pozostawiają trochę do życzenia. Obok na biurku leży przecież myszka tej samej firmy, a ustawienie tego samego koloru skutkuje innym wynikiem. Wszystko jest trochę jakby zamglone — nie wiem, czy to problem mojego egzemplarza, czy dotyczy to wszystkich sztuk. Nie zmienia to jednak faktu, że może ona wyglądać naprawdę ładnie.

Prędkość pisania? Dobijam do 330 znaków na minutę, w zależności od testu. To szybko. Część to kwestia tego, że po prostu szybko piszę, ale wygoda klawiatury ma tu również swoje kilka procent zasług.

Pisanie na telefonie

Biorąc pod uwagę, że średnia prędkość pisania na klawiaturze ekranowej jest wyższa, niż w przypadku fizycznego stukania w klawisze, brzmi to bez sensu. Z drugiej strony, dlaczego nie, jeśli po prostu można? Klawiatura paruje się z telefonem przez Bluetooth, a przełączanie na urządzenie wymaga jednie kliknięcia w specjalny przycisk. I to po prostu działa. Niektóre klawiatury ekranowe, jak SwiftKey, będą nadal sugerować słowa, które można wybrać później używając numerka z klawiszem ctrl (chyba, nie pamiętam). Jeśli w ustawieniach telefonu ustawicie język fizycznej klawiatury na polski, wtedy bez problemu będziecie mogli używać polskich znaków.

Po co? Chwilę się zastanawiałam, a potem Amon usiadł na moim komputerze, by pograć w coś korzystając z pada, więc klawiatura choć podłączona, nie była potrzebna. W takim przypadku mogę wstawić telefon w przygotowane do tego miejsca, przełączyć na tryb pisania na urządzeniu i pisać tekst na bloga. Albo cokolwiek innego.

Przydaje się też, gdy przykładowo gracie w Simsy, a ktoś pisze z czymś ważnym na Messengerze. Nie trzeba minimalizować okna, ani odrywać na dłużej rąk od myszki, wystarczy odblokować telefon, wybrać aplikację i odpisać na normalnej klawiaturze, wciąż patrząc w ekran komputera.

Może trochę marginalne przypadki, ale z drugiej strony, to po prostu bajer.

Rozmów nie przetestowałam, bo moje słuchawki mają tak straszny mikrofon, że lepszą jakość dźwięku zyskuję z telefonem na głośniku. Podstawka w klawiaturze jest jednak niesamowicie wygodna i dzięki kabelkowi USB, który zawsze tam jest, w końcu mam częściej naładowany telefon. A do tego, mam też drugi ekran w tym samym miejscu — kolejne możliwości! (np. odcinek serialu czy jakiś zwiastun, podczas grania — koniecznie w Simsy).

Wrażenia

Ogólnie klawiatura wygląda i brzmi świetnie. Jest wielka, to fakt, ale jeśli ktoś ma na biurku kawałek przestrzeni, to nie powinno to sprawiać problemów. Mimo wszystko, jest też ona zgrabna, nie jest to po prostu ciosany kloc, tylko trochę bardziej „fikuśna” forma, jak to zwykle bywa w klawiaturach przeznaczonych dla graczy.

Kable z oplotem sprawiają wrażenie solidnych, są dość grube, więc ciężko nawet myśleć o złamaniu się ich w przyszłości. Obudowa jest sztywna, a całość ciężka. Klawisze siedzą głęboko i nie wypadają, jak to było w mojej poprzedniej klawiaturze z mechanizmem x-scissors.

I szczerze, ona naprawdę dobrze brzmi.

Czy jest warta swojej ceny? Tak! Czy się sprawdza? Tak.

O tym, jak naprawdę jest trwała porozmawiamy za rok albo trzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eRIZ pisze:

Do „mdash” i innych tego typu interpunkcyjnych potworków wystarczy słynny „Mocny Akcent”: https://fonty.pl/sklep,20,gratisy.htm

Plus taki, że dostajesz w prezencie możliwość pisania prawidłowych cudzysłowów. ;D

PS. Gdzie jest Disqus? Powiadomień już nie ma… :(

Angelika Borucka pisze:

Ale po co mam instalować coś na kompie, jak mogę mieć dużą i wygodną klawiaturą, z numeryczną częścią, której po prostu przez lata nauczyłam się używać (i wciąż nie ma realnego powodu, żeby z niej rezygnować) ;)

A Ty dalej z tym Disqusem! A Disqus jest niegrzeczny :(
A powiadomienia powinny być, jak podałeś prawdziwy adres email, już Ci mówiłam.