Od Blue Monday minęło już kilka poniedziałków. Za dwa dni kolejny, pierwszy w lutym. I wiecie co? Odpukując w niemalowane mówię: ten rok się dobrze zaczął.

Na horyzoncie pracy tyle, że ledwie znajduję czas na pisanie. Pamiętnika, miejsca moich wszystkich wewnętrznych dram, nie otwierałam chyba od listopada. Za oknem zaczyna świecić słońce, bo Irlandia wreszcie ruszyła trochę te swoje chmury. Na ręce znów Fitbit, waga poniżej punktu, z którym witałam nowy rok. Dużo projektów pobocznych, poza moją frontendową pracą, i ogólnie, jest po prostu dobrze.

Blog mi się nadal podoba, ale to może dlatego, że rzadko tu ostatnio bywam.

Jest 16. Obiad w piekarniku, pracy sporo za mną. Mogę się zaraz zatopić w kołderce, z padem w ręce. W planach Black Spot (Zone Blanche) i Altered Carbon. Oby były dobre. Może też skończę wreszcie Hannibala?

 

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

7

Komentarze (3)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

xpil napisał(a):

„Altered Carbon” teraz wszędzie reklamują. Serial na Netflixie, książka w Audiotece, jeszcze trochę i będę się bał lodówkę otworzyć. Jak coś jest za mocno reklamowane, to mnie zniechęca, nawet jeżeli końcem końców okazuje się, że było fajne.

Jak już przeczytasz (czy odsłuchasz czy obejrzysz czy co tam jeszcze), daj znak sygnał czy warto.

yzoja napisał(a):

Serial – oglądam. Po trzech odcinkach jest emejzing.

Też nienawidzę przehype’owanych rzeczy, ale ostatni taki boom zrobili przy Mindhunter, które jest bez dwóch zdań zajebiste. Ale Stranger Things i Gry o Tron dalej nie oglądam :D

Marta napisał(a):

Ten 2018 chyba coś w sobie ma, bo kogo bym nie spytała – każdy ma ręce pełne roboty, a to raczej dobrze, bo zapowiadają się fajne wakacje bez martwienia się o finanse i nie tylko :)
Życzę Ci, żeby ten rok dalej był dla Ciebie tak dobry jak się zaczął albo i lepszy :)