Długiego wpisu raczej z tego tytułu nie będzie, ale też moja frustracja jest zbyt duża, by ująć ją w twitterowych stu czterdziestu znakach.

Sama nie prowadzę bloga jakoś specjalnie regularnie, są miesiące, kiedy dodam jeden wpis, a są takie, że pojawia się nawet pięć czy sześć wpisów (minibloga nie licząc), jednak generalnie nie piszę na siłę, byle by coś się na blogu pojawiło. Uważam, że takie lanie wody to oszukiwanie czytelnika, który wchodzi na naszego bloga z nadzieją znalezienia konkretnego i ciekawego contentu. Smutno mi, gdy widzę ciekawy temat, a poniżej tak nudnie sklecone słowa, że aż nie mam siły ich przeczytać, gdyż moja ręka kieruje się w stronę znaczka X zamykającego kartę w przeglądarce. Podsumowując: lepsi są blogerzy z „powołaniem”, którzy piszą, by przekazać w miarę ciekawe treści, bądź wypowiedzieć się ogólnie na jakiś temat, który siedzi mu w głowie, ważne jest by pisać z potrzeby, a nie z przymusu, bo dawno nic nie było, nie o to tu chodzi…

No ale, są tacy, co chcą się piąć na wyżyny blogosfery, więc w sumie liczy się aktualizowanie bloga codziennie czy raz na dwa dni, bo przecież Kominek powiedział, że trzeba przyzwyczaić czytelników, że codziennie jest coś nowego, bo inaczej zapomną. A to, że lanie wody bardziej odstrasza, niż używanie RSSów czy innych „systemów” do zarządzania czytanymi stronami, to już inna sprawa…

– zdjęcie pochodzi z serwisu flickr.com

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

3

Komentarze (13)