10 czerwca 2015

Lars Kepler — „Hipnotyzer”


o książkach

#11. Hipnotyzer

- Lars Kepler
Rok wydania: 2009
Ocena: 
Liczba stron: 632
Gatunek:
Przeczytane: 10 czerwca

Bardzo irytują mnie słabe książki, jeszcze bardziej takie, nad którymi ludzie się rozpuszczają, a do mnie nie trafiają kompletnie. Hipnotyzer to idealny przykład. Ponad sześćset stron dziwnego bełkotu, historia z pozoru ciekawa, ale tak naprawdę nudna jak flaki z olejem…

Koncepcja jest nawet w porządku, morderca jest zaskoczeniem, ale wszystko poza tym jest bezpłciowe i bezbarwne. Postacie są dziwne i nienaturalne.

Co mi się bardzo nie podobało?

Po pierwsze, opisywane są sytuacje od środka, później są dziwne powroty do momentów przed i rozwinięcia. Gdyby tak się zdarzyło raz – w porządku, ale spotykamy się z tym co najmniej dwa razy, z czego jedna z retrospekcji zajmuje jakieś dwadzieścia procent powieści a nie wnosi do niej nic, naprawdę nic.

Po drugie, mamy powiedzmy dwójkę głównych bohaterów w pierwszym rzędzie, dwójkę drugoplanowych stojących zaraz obok. Na te cztery osoby cztery razy spotykamy się z tekstem „miał wrażenie, że coś mu umknęło, ale nie wiedział co„, by pięć zdań później dostał objawienia. Raz – okej. Dwa – jeszcze zniosę. Ale skoro nie ma to znaczenia, że coś pominął, to czemu nie można było w pozostałych przypadkach ograniczyć się do „nagle przyszło mu do głowy coś o czym nie pomyślał wcześniej” albo „uświadomił sobie„. Da się! I mnie to nie zabolało.

Po trzecie błędy rzeczowe. Jakie naboje znajdują się w strzelbie? Rzuca jedną kulą czy drobnym śrutem z większych ilościach? Ja wiem, jasne, może strzelać różnymi nabojami, ale jeśli w jednej scenie jeden strzał ma szanse zabić dwie osoby, to niemożliwe żeby wystrzeliwał jeden pocisk.

Po czwarte, bełkot. Sceny walk opisywane tak, że tylko przebiegasz oczami, bo jest nudno i nieposkładanie. Ktoś biegnie, jest uwięziony, za sekundę znowu biegnie, jest z prawej strony, a potem nagle pięćdziesiąt metrów przed bohaterem – bez sensu.

Wydaje mi się, że autor naprawdę nie przeczytał tej powieści, nie przeczytał jej korektor i ten człowiek, który parę lat temu zrobił z tego film. Przeczytałam to co prawda w tydzień, może niewiele więcej, co jest zaskakująco dobrym wynikiem, ale była to trochę droga przez mękę…

Dodaj komentarz

Komentarzy: 7

Elaine Blath napisał(a):

Nie słyszałam o tej książce. Ale raczej nie sięgnę po Twoim wpisie.

Podziwiam w takim razie, że przebrnęłaś do końca. Jeśli mnie książka męczy, zwykle (na szczęście takie przypadki są rzadkością) nie czytam do końca, bo się tylko denerwuję.

Yzoja napisał(a):

A ja bardzo rzadko porzucam książki, chcę dać im szansę – bo a nuż znajdę w tym jednak perełkę.

Sisters92 napisał(a):

Raczej jeżeli książka nas męczy nie czytamy jej dalej. Chyba żeby, ale tę raczej na pewno byśmy sobie odpuściły, co zresztą uczynimy.

Andra napisał(a):

Już wiem w takim razie czego w wakacje nie przeczytam. Dziękuję! ;)

Yzoja napisał(a):

:D tak, dobrze wiedzieć czego unikać. Chociaż znów, ludziom się to generalnie podoba :o Więc może tylko ja jestem dziwna?

Najbardziej lubiane

4 lata temu

Horrory, które warto obejrzeć (i parę tych, które odradzam)

Lecimy z horrorami.

przeczytaj »
1 rok temu

Bullet Journal – podstawy

Bullet Journal to system produktywności stworzony przez Rydera Carrolla, projektanta z Nowego Jorku,...

przeczytaj »
3 lata temu

15 mało znanych filmów, które warto obejrzeć

Uwielbiacie wpisy o filmach, prawda?

przeczytaj »
11 miesięcy temu

Harry

Ten tekst nie będzie się klikał, nie będziecie go udostępniać, ani przesadnie lajkować.

przeczytaj »

Najczęściej udostępniane

1 rok temu

Bullet Journal – podstawy

Bullet Journal to system produktywności stworzony przez Rydera Carrolla, projektanta z Nowego Jorku,...

przeczytaj »
2 lata temu

Idź oddaj krew

Zaczęły się wakacje, ludzie spędzają bardzo dużo czasu w samochodach, jest sporo wypadków i krew jes...

przeczytaj »
3 lata temu

15 mało znanych filmów, które warto obejrzeć

Uwielbiacie wpisy o filmach, prawda?

przeczytaj »
4 lata temu

Horrory, które warto obejrzeć (i parę tych, które odradzam)

Lecimy z horrorami.

przeczytaj »
%d bloggers like this: