Chciałam napisać „rowerzysto…” ale już widzę te tłumy oburzonych ludzi, którzy jeżdżą przepisowo, którzy będą twierdzić, że obrażam ich, wrzucając wszystkich pedałujących do jednego worka. Niech więc będą pseudorowerzyści, jak kibice.

Bytom, ósma rano, piątek.

Wychodzę z domu, idę chodnikiem, zatrzymuję się przed przejściem dla pieszych, gdy obok mnie przejeżdża rowerzysta, przejeżdża przez pasy, zjeżdżając tym samym z chodnika na ulicę i dołącza do ruchu.

Bytom, ósma trzydzieści rano, piątek.

Wracam, prawie tym samym chodnikiem, ułożonym wzdłuż jednokierunkowej brukowanej uliczki, przechodzę przez te same pasy co zawsze, a na mnie z góry, chodnikiem, zjeżdża rowerzysta. I jeszcze prycha na mnie, że śmiem przekroczyć mu drogę.

Wkurza mnie, że jeżdżą po chodnikach, bo nie chce im się zapieprzać dookoła omijając jednokierunkowy odcinek. Wkurza mnie, że uważają, że są na drodze najważniejsi, że samochód musi zostawić im trzy metrowy pas, gdy już łaskawie zdecydują się zjechać z chodnika na jezdnię. To nie tak ma działać.

Dziękuję, dobranoc.

Kto się ze mną zgadza, a kto nie?

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

11

Komentarze (22)