To jest tak, że ostatnio wszystkiego mam dość. Mam grę na telefonie, którą włączam codziennie, choć wkurza mnie fakt, że jakieś „coś” przyzwyczaiło mnie do siebie na tyle, że tracę czas. Czas, który mogłabym poświęcić na przeczytanie kilku stron w Legimi, czy poznanie nowych słówek z arabskiego w aplikacji Memrise. Mogłabym. A jednak klikam, bo clickery mają jakąś magiczną moc, która sprawia, że no nie umiem, przynajmniej do momentu, kiedy dotrę do „końca”. A koniec, jak wiemy, w clickerach jest daleko.

Uczę sie arabskiego. Wreszcie tak na poważnie. Z zaskoczeniem stwierdzam, że to działa. Aplikacja Memrise, uczenie się arabskiego z angielskiego. Litery i ich wymowa, potem pojedyncze słowa i podstawowe zwroty. Patrząc dzisiaj na kontener w Battlefieldzie 3, potrafiłam odczytać większość znaczków, choć do znaczenia jeszcze mi brakuje. To dopiero tydzień, ale efekty już są – uczę się codziennie.

W środę byłam oddać krew, na łóżku spędziłam 8 minut. Patrzyłam jak pielęgniarz Brian wbija ogromną igłę w moje przedramię, prawe, to, które wszyscy wybierają. Nie poszło mu za dobrze, bo nadal mam ślad, ale wybaczę. Gdzieś-tam był całkiem uroczy i miły.

Pracy mam dużo, nic nowego, parę projektów wymaga ode mnie kreatywności. O dziwo, udaje mi się wykrzesać z siebie coś o sensownym kształcie.

Potrzebuję gównobloga po polsku. Gdzie będę mogła układać te wszystkie bezsensowne zdania, które chodzą mi po głowie. Tylko po co? Podobno mam pamiętnik, którego nie otwierałam od kilku miesięcy. Wstyd? Jasne, nawet nie mam siły powiedzieć, że nie.

Może mi się kiedyś poprawi? A może nie? Kto wie?

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

0

Komentarze (6)