yzoja

Patriotyzm lokalny

26 grudnia 2013 Angelika Borucka 3 Społeczeństwo
Patriotyzm lokalny

Pochodzę ze Świętokrzyskiego, czyli z rejonu, o którym jedyne co ludzie mówią, to to, że wieje. Z niczym konkretnym się nie kojarzy, nie ma zbyt wiele do zwiedzania, a jedyne napotykane językowe naleciałości to te, które spotykać można na praktycznie każdej polskiej wsi. Przez długie lata pojęcie patriotyzmu lokalnego było mi więc zupełnie obce – dopóki nie zamieszkałam na Śląsku.

Krzysiek, czyli mój przyszły mąż, to zatwardziały Ślązak. Urodzony w Katowicach, wychowany w typowym śląskim domu, z roladami na niedzielnym obiedzie, z charakterystycznym „akcentem” i sceptycznym podejściem do mieszkańców Sosnowca. Jest bardzo świadom historii swojego regionu, nie raz, nie dwa i nie dziesięć opowiadał mi o różnych miejscach, które mijaliśmy, o ich historii i znaczeniu tutaj – nie znam czegoś takiego z mojego województwa. Poza jednym zapalonym nauczycielem od historii, wątpię, by ktokolwiek mógł mi opowiedzieć o moim mieście i okolicy tyle, co przeciętny mieszkaniec Śląska powie mi o jego mieście. Wiem, że ilość miast, ważniejszych historycznych wydarzeń jest mocno różna, ale nadal, mam wrażenie, że tylko na Śląsku to jest dla ludzi naprawdę ważne, że ten Śląsk tak w nich wrósł, że jest już nierozerwalną częścią każdego Hanysa.

O Skarżysku wiem, że jest Muzeum Orła Białego, że jesteśmy jednym z większych węzłów kolejowych i że są ruiny jakiegoś pieca, którego nigdy nie widziałam, choć w okolicy byłam wiele razy – i z pewnością nie jestem wyjątkiem, bo u nas do takich rzeczy generalnie się uwagi nie przykłada. Jedyne, co tak faktycznie się kojarzy ze Świętokrzyskim jak tak dłużej myślę, to Liroy, nazywanie nas Scyzorykami i to powiedzenie, że „Piździ jak w kieleckim”. Nikt nie jest specjalnie przywiązany do tego regionu, miasta są przepełnione starszymi ludźmi – prawda jest taka, że jest trochę ludzi do skończenia szkoły ponadgimnazjalnej, potem duża, duża przepaść i dopiero ludzie koło czterdziestki, bo każdy mądry, młody człowiek ucieka, bo tu nie ma pracy, nie ma perspektyw, nie ma nic…
A gdzieżby tam Ślązak z nieprzymuszonej woli opuścił Śląsk na dłużej?

Generalnie jestem naprawdę zafascynowana ludźmi tutaj. Podoba mi się gwara (a’propos której polecam), podoba mi się architektura tutaj i przez te dwa lata, które spędziłam na Śląsku czuję się jak adoptowana, bo dobrze mi tu jak w domu.

133

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magda pisze:

Uwielbiam Śląsk. Mam wielki sentyment do niego. Dlaczego? Bo mam z nim same dobre wspomnienia, ale urzeka mnie też klimat, bo omijam ten sławny brud na tynku, tylko patrzę wokół siebie. Lubię obserwować ludzi, lubię słuchać języka, choć bardzo mnie proszą, żebym nie próbowała mówić, bo gorolski akcent to ja mam nawet w oczach, a z butów wystaje mi warszawska syrenka.

Zupełnie nie mam sentymentu do mojego miejsca zamieszkania. I nie mówię tu o mojej miejscowości 12km od granicy Warszawy (czyli rzut beretem, jeżdżę warszawską komunikacją, samochód mam na warszawskich blachach, w dowodzie w polu z miejscem urodzenia też Warszawa), gdzie jeszcze pod koniec lat 90. z okna było widać Pałac Kultury. Nie mam też sentymentu do samej Warszawy. Mogłabym ją opuścić w każdej chwili…

Tomasz Nawrot pisze:

Gwara w tej okolicy jest wyróżniająca się, a tym samym ciężka niekiedy do zrozumienia. Często oglądając coś w telewizji związanego ze Śląskiem potrzeba mi było chwilę skupienia po to, by zrozumieć niektóre słowa. Mimo tego chętnie bym zamieszkał na tym obszarze.

yzoja pisze:

No trzeba się czasem wysilić. Ja tu jestem łącznie od dwóch lat, a nadal mam problem z wieloma słowami, ale podstawy mam za sobą.
Tylko szczerze, czasem mi głupio mówić po Śląsku, bo za krótko tu jestem i nie jestem stąd, więc najczęściej mi się wymykają słowa typu „larmo” czy „haja” :)

Ogólnie świetna część Polski! Wbrew pozorom bardzo ładna i klimatyczna, tylko tak jak już raz pisałam, trzeba się nauczyć patrzeć na kamienice, brać pod uwagę ich kształty i zdobienia, a nie brud na tynku ;)