Nie wiem, czemu dopiero teraz zabrałam się za napisanie paru słów o tej powieści. Zauroczyła mnie, zafascynowała wręcz i planowałam zrobić to zaraz po ostatnim kliknięciu „następna strona” w aplikacji Legimi.

„Zadziwiająca historia samotnego listonosza” to w teorii powieść, co mogłoby sugerować prozę, jednak przedzierając się przez kolejne strony, okazuje się, że większą część historii mamy przekazaną w formie haiku.

Matko i córko! Przecież ja nie umiem w wiersze. Nie umiem w nic innego niż prozę. Jak to będzie z tym haiku?

W pierwszej chwili było dziwnie, przyznaję. Nie wiedziałam jak to czytać. Z czasem jednak, jak i główny bohater uczył się je rozumieć, docierały i do mnie. Wow. Nadal nie czuję wierszy, ale na same haiku będę już patrzeć trochę mądrzejszymi oczami.

Akcja rozgrywa się w Kanadzie, a główny bohater gra na Xboksie. Ba-dum-tss. Jak pewnie się domyśliliście, jest listonoszem. Młodym człowiekiem, wiodącym bardzo monotonne życie. Główną jego rozrywką jest czytanie listów, które ma dostarczyć.

W ten sposób platonicznie zakochuje się w pewnej kobiecie…

To było dziwne doświadczenie, ale sprawiło mi wielkie zaskoczenie i mocno przypadło do gustu! Tak, było tam sporo sugestywnych treści, ale były one jednocześnie intrygujące i niezwykle potrzebne.

Powieść jest króciutka, to niewiele ponad sto stron, jednak jest przyjemnym przerywnikiem — mi podeszła w stu procentach, jako moment odpoczynku od krwawych kryminałów, nieszczęść trojaczków Baudelaire czy opowieści o mordującej kasecie wideo, które ostatnio znajdują się na liście czytanych przeze mnie książek.

A zakończenie? Cóż. Wyrwie Was z kapci.

Jeśli zobaczycie tę okładkę kiedyś na półce — nie wahajcie się!

 

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

5

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Bookowa Dziewczyna napisał(a):

Powieść mi zupełnie nieznana, ale lubię doświadczać nowych rzeczy. Zatem jeśli gdzieś spotkam na półce, zdecydowanie zabiorę ze sobą :)

Yzoja napisał(a):

To zdecydowanie coś „nowego” — przynajmniej dla mnie. Jest intrygujące i wbrew pozorom to nie jest romansidło :)