yzoja

Dziękuję Ci EA za ukształtowanie mojego życia

21 kwietnia 2018 Angelika Borucka 3 Gry, Muzyka
Dziękuję Ci EA za ukształtowanie mojego życia

Jest mnóstwo rzeczy, z których człowiek sobie na co dzień nie zdaje sprawy — że w trawie po której łazi na boso w lesie są robaki, że sąsiad przyniósł do domu wiertarkę na czwartkowy wieczór, albo że w sklepie Moleskine’a są nowe notatniki z Pokemonami. To nie jest coś, o czym możemy wiedzieć, dopóki nie jest za późno, albo ktoś nam nie zwróci uwagi. W ten sam sposób możemy przegapić nowy album A Perfect Circle czy fakt, że jakimś cudem, żadna z ich płyt nie jest oznaczona serduszkiem.

To spore przeoczenie — A Perfect Circle to pierwsza płyta zagraniczna, którą kupiłam, to zespół, który przerzucił mnie z hip-hopu na rocka i w ten sposób nauczył naprawdę dobrej muzyki. Ale dziś nie o APC.

Przez nową zabawę na Twitterze — #4gamesthatdefineyou — uświadomiłam sobie, jak wiele zawdzięczam EA.

„Zawdzięczam” brzmi poważnie, nie? Prawie jakby zmienili moje życie. A tak serio? Tak właśnie było.

Co prawda to APC (przez „Passive” w Constantinie) w 2005 przekonwertowało mnie na fankę głębszej muzyki niż polskie rapsy (i to serio tego gorszego sortu — mam w domu podpisane płyty Mezo, w liczbie mnogiej), ale to Need for Speed odpowiada za zatrzymanie się mojego gustu muzycznego w 2008.

Need for Speed

Był rok właśnie 2008. Mój komputer, zdolny odpalić Heroes 3 lub Tzara z Winampem w tle, nie miał szans sprostać najnowszej wtedy odsłonie serii NFS (czyli Undercover). Żeby nie było mi smutno, pobrałam sobie ścieżkę dźwiękową i puszczałam w tle podczas grania w swoje strategie. To właśnie wtedy, był październik albo listopad według last.fm, usłyszałam po raz pierwszy te dziwne dźwięki. Tę taką mgłę i szumy. I’m in a room and there is something wrong. Ta piosenka ma w sobie jakiś mrok, nadal, po dziesięciu latach sprawia, że mam ciarki na kręgosłupie. I to zaczęło się już wtedy. Niewiele później dotarłam do całego zespołu i przeszłam na monotematyczność muzyczną, przeplataną jedynie tymi kilkoma innymi utworami z Need For Speeda, które zasługiwały na więcej uwagi. Któż tam był zaraz obok? Puscifer, czyli ten zespół-siostra od A Perfect Circle i Amon Tobin. Amon. Ten Amon, po którym mój Amon, jest właśnie Amon. Nie Kacper, czy Czarek, czy co innego byśmy wymyślili, gdyby to nie miał być właśnie Amon.

Nie wiem, czy gdyby nie Innerpartysystem, to nie inny cytat przyświecałby mojemu życiu (If we all should die tonight, we will have no regrets). Jest pełno podobnych, może właśnie taki inny by do mnie trafił, a może nie? Może nie robiłabym szalonych rzeczy i bała się ryzykować? By później żałować, że czegoś nie zrobiłam?

Pewnie jest gdzieś ta alternatywna rzeczywistość, w której nie klikam pobierz przy tym CD. Ciekawe, gdzie tam jestem, nie?

Battlefield

Ale Need for Speed to jeszcze nie wszystko. Jest jeszcze Battlefield, który odpowiada za wszystkie zielone ubrania w mojej szafie, notatnik we wzorek piaskowego camo, moje Conversy i poprzedni BuJo. To pierdoły, jasne, że tak. Ale Battlefield to też ta gra, gdzie poznałam swojego najlepszego przyjaciela, to też włączenie u mnie w głowie zainteresowania tematami militarnymi, biografiami takich ludzi jak Chris Kyle i tymi wszystkimi momentami, kiedy mówię sobie, że nawet gdy człowiek już nie ma siły, to trzeba wykrzesać z siebie jeszcze tę iskrę, by dotrzeć do celu. To przez książki o SEALsach nie siadam i nie płaczę, tylko cisnę cały czas do przodu. Czasem wolniej, czasem szybciej, ale do celu, bez poddawania się.

A Simsom dziękuję za to, że mogę choć w taki sposób ożywiać mojego Harry’ego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

dorota pisze:

Chyba z całych tych tytułów najlepiej wspominam Winampa :D Dzisiaj Spotify pełni jego funkcję

pazaak pisze:

Ciekawy wpis, ale ja bym raczej nie odważył się powiedzieć, że jakakolwiek gra mnie ukształtowała. Fakt, dostarczały mi one rozrywki i różnych, ciekawych doznań, ale chyba żadna na mnie jakoś mocniej nie wpłynęła…

yzoja pisze:

No ja sobie tego nie uświadamiałam wcześniej, ale właśnie wiem, że Innerpartysystem zmienił moje życie, a gdyby nie EA, to bym ich nie poznała ;)