Dmitry Glukhovsky — „FUTU.RE”

Minęły cztery miesiące roku, za mną dopiero 9 książek, wykonując prosty rachunek matematyczny wychodzi, że mogę się nie wyrobić z trzydziestką. Z drugiej strony, aktualnie czytam opasłe tomiszcza – 640 stron FUTU.RE i w międzyczasie jeszcze Łzy Diabła (752).

Biorąc pod uwagę fakt, że chcę się bardziej skupić na recenzowaniu filmów, książek i seriali, opowiedzenie Wam o FUTU.RE wydaje się całkiem logiczne.

Garść suchych faktów o książce i autorze

Dmitry Glukhovsky to chyba najbardziej znany autor ostatnich kilku lat. Oszałamiającą serią Metro, której jeszcze nie czytałam, podbił serca europejczyków. Uniwersum Metro gromadzi coraz więcej książek opartych na koncepcie jego powieści.

FUTU.RE została wydana niecałe dwa miesiące temu – 4 marca 2015 przez wydawnictwo Insignis, które zajmuje się wszystkimi książkami z Uniwersum Metro jak i tworami Glukhovsky’ego (chociaż oczywiście nie tylko). Okładka jest świetna, wyróżnia się bardzo na sklepowych półkach, a Insignis tak świetnie prowadzi konta w serwisach społecznościowych, że nie dość, że każdą książkę chcesz mieć, to jeszcze masz co najmniej kilka szans by je wygrać. Mój egzemplarz był akurat wygrany w konkursie na Twitterze w postaci kodu do książek Google Play. Papierowej edycji pewnie też się doczekamy na półce, bo szczerze jestem kolekcjonerką książek i często do nich wracam.

FUTU.RE

Fabuła

CDwnUppWYAAfcCjJesteśmy w przyszłości, jeśli dobrze pamiętam to dwudziesty czwarty wiek. Europa, taka praktycznie bez granic, jedna, wielka. Do tego ludzie, prawie normalni, tyle, że prawie nieśmiertelni.

Spotykamy ludzkość w pierwszym (to zawsze będzie pierwsze, prawda?) pokoleniu, które poradziło sobie ze starzeniem. Wszyscy mają maksymalnie 30 lat, od dzieciństwa piją wodę ze źródłem wiecznej młodości, w większości piękni i zadbani.

Ludzi jest coraz więcej, skoro nie umierają, każdy musi gdzieś spać, gdzieś jeść i pracować, cała Europa zapełniona jest więc wieżowcami wysokimi i szerokimi na kilometry, z niezliczoną liczbą pięter. Energii i syntetycznego jedzenia ledwie starcza na tyle miliardów ludzi. Dzieci praktycznie nie ma, pozwolenia wydawane są rzadko, a niezarejestrowana ciąża grozi wizytą Nieśmiertelnych (przez duże N), którzy w ciągu zaledwie kilku chwil potrafią zniszczyć życie więcej niż jednej osobie.

Bohaterowie

Głównym bohaterem jest Jan, Nieśmiertelny, wychowany w internacie, ma niecałe trzydzieści lat, mieszka w kubiku o powierzchni czterech metrów kwadratowych z cyfrowym widokiem na Toskanię. Wszędzie nosi ze sobą czarny plecak ze standardowym wyposażeniem Nieśmiertelnych. Dobrze zna system, rozumie go i widzi sens w swojej pracy. Jedynym jego problemem są wspomnienia, z internatu, czyli pierwszej połowy jego życia.

Wspomnień w książce jest sporo, przewijają się nam od pierwszych do ostatnich kart, są ważne dla historii, pozwalają nam bardziej poznać Jana, zrozumieć jego decyzje. Bo to właśnie powieść o decyzjach, o tych trudnych, tych bezsensownych i tych, które ktoś podjął za kogoś wiele lat wcześniej.

czas zacząć #future. Przemiana Tytusa Crowa mocno na plus! 7/30

A photo posted by Angelika Yzoja Borucka (@yzoja) on

Podsumowanie

Dla mnie ciężkie było pierwsze kilkadziesiąt stron, później już czytałam jednym tchem, po sto stron na raz, co u mnie jest naprawdę sporym wynikiem. Niektórzy mówią, że ostatnie sto stron jest męczące, tak, dla pewnej grupy ludzi na pewno, ale dla mnie było świetnie. Nie chcę spoilerować, ale to po prostu zależy od tego ile masz lat i jak się rozwija Twoje życie – może Ci się końcówka podobać, a może Cię nudzić, możesz ją rozumieć albo czytać tak prostu, jest, bo jest, trzeba odbębnić, żeby dotrzeć do ostatniej strony.

Dla mnie 9/10. Gdyby początek nie był taki nużący to nie zawahałabym się dać 10. Świat jest świetny, dobrze skrojony, nie ma czarnego i białego, są same szarości i czytelnik może sam opowiedzieć się po którejś ze stron, nie nakazują nam wyboru jednej konkretnej opcji – bardzo to lubię. Bohaterom nie mogę nic zarzucić, nie są zupełnie prości i przewidywalni.


 

Jeśli jeszcze nie macie tej książki – obserwujcie Insignis na Twitterze, Facebooku albo Instagramie, może się jeszcze załapiecie. Możecie też oczywiście polecieć do empika, matrasa czy innego sklepu z książkami, gdzie na półce z bestsellerami spotkacie tę powieść.

niedziela
03.05.2015
9
62

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ooo, jest na Legimi :) Z jednej strony bym chętnie sięgnął, a z drugiej trochę się boję zaczynania większej książki, bo przy mojej nieregularności mogę nie skończyć nigdy. :P

Ja nie przepadam za długimi książkami bo to schodzi i schodzi! Chociaż ostatnio sporo 500+ w moim repertuarze. Ale sięgnij, warto, naprawdę! Jak przemordujesz pierwszą setkę to potem już z górki. I do Ciebie ta końcówka trafi, więc ostatnie 300 stron to dosłownie jednym tchem.