Szok, niedowierzanie, dodaję wpis w kategorii miniblog, żeby Wam powiedzieć, że nadchodzą zmiany. Jak zwykle – przyzwyczailiście się? Za chwilę zacznę ogłaszać, że nic się nie zmienia, bo to się w sumie rzadziej zdarza.

Do rzeczy jednak.

Miałam ostatnio długą rozmowę z Jankiem z Soczku Pomarańczowego, może go znacie? (Jeśli nie, to czas nadrobić!) Zastanawialiśmy się wspólnie (ja już na poziomie bliskim frustracji), czemu nie mogę przebić magicznej granicy 200 lajków. Rok czy dwa temu miałam 170, teraz wciąż pomiędzy 197 a 199. Gdzieś więc jest powód.

Może jest tak, że mnie nie lubicie . Szanuję.

Może mój fanpage jest nudny – staram się jak mogę! Ale nie będę udostępniać śmiesznych obrazków, żeby sobie podbić zasięgi.

Może nie lubicie mojego bloga. Nie w sensie konkretnych wpisów, bo to ktoś jednak czyta, ale nie podoba się Wam on jako całość. Najbardziej prawdopodobny scenariusz (skoro statystyki odwiedzin tutaj rosną z miesiąca na miesiąc), jednak w sumie najsmutniejszy.

Wiem, że piszę tu o wielu rzeczach. O książkach i serialach, o filmach i notatnikach. Wiem, że jest za mało o grach, co przeszkadza może dwóm osobom, ale jednak, czasem napiszę o społeczeństwie czy internecie i to podoba się Wam chyba najbardziej. W Googlach rządzi Bullet Journal i parę filmowych tekstów. Widzicie rozbieżność?

Jan sugerował, żebym zaczęła pisać o parentingu, jednak ten temat kompletnie mi nie leży. Napisałam tekst o pracy w domu przy dzieciach, a kiedyś na pewno przeczytacie o tym, że mój syn będzie graczem. Nie czuję się jednak pewnie w tej kategorii, to nie mój klimat. Jest wiele wspaniałych miejsc, w których przeczytacie o dzieciach, czy nawet o dwujęzycznych dzieciach (klik) i nie czuję potrzeby, po prostu.

Jest jednak dział, którego mi prywatnie brakuje. Trochę przypomina mi stare blogi, czyli „pamiętnik„. Są tam te bardziej osobiste teksty, o niczym konkretnym. Takie na chwilę zadumy może? Nie coś w stylu „byłam dziś w sklepie, padał deszcz, a na obiad jem gulasz„, ale nadal bardziej osobiste niż recenzja książki czy filmu. W planie już dwa teksty o tytułach „Oliwki” i „Mysz”. Możecie parsknąć śmiechem, ja to zrobiłam. Forma też nie będzie chyba do końca normalna, a przynajmniej nie planuję się ograniczać – kiedyś pisałam teksty w formie krótkich zdań zaczynanych w nowej linii z małej litery…

Mam nadzieję, że to się utrzyma, że będzie mi się chciało, a tu zrobimy rodzinną atmosferę, taką, że do każdego tekstu będziecie siadać z kubkiem herbaty i ukochaną muzyką w głośnikach.

Jeśli dotrwaliście do końca tego tekstu – dajcie mi kopa! I obiecajcie, że zostaniecie. Jak już tu będzie przytulnie, to będę myśleć jak zgarnąć Was więcej. Albo nie? Jest przynajmniej rodzinnie.

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

39

Komentarze (13)