Mam z tą powieścią wielki problem. Z jednej strony katowałam ją praktycznie od dnia premiery, która odbyła się w połowie marca. W międzyczasie przeczytałam cztery inne tytuły. Dlaczego? Bo przez pięćset stron jest strasznie nudno, przynajmniej dla mnie. Z drugiej strony, to nie było jednak tak bardzo złe przeżycie i faktycznie końcowa ocena jest gdzieś w okolicach 3/5.

Sporym rozczarowaniem było to, że książka była zupełnie o czymś innym niż się spodziewałam, było parę irytujących dziur w fabule, nie wspominając już o pomieszanej chronologii, na którą mam uczulenie (no chyba, że to Harry, ale tam nie ma takich przeskoków w obrębie jednej powieści). Zaczynamy?

Świat przedstawiony

Planeta Dżahan, lud Farji, bardzo arabski, z pismem w znaczkach pisanych od prawej do lewej. Rok? Sądzę, że niewiele w przyszłość, może 2040? Z tyłu książki możemy przeczytać, że tytułowe Łzy Diabła to narkotyk, od którego uzależnieni są mieszkańcy Ziemi, a wytwarza się go z rośliny o nazwie czars, która rośnie właśnie na Dżahanie.

Spodziewałam się, że będzie to jakaś zapętlona opowieść, w której będziemy poznawać historie zarówno z Ziemi jak z Dżahanu. Zamiast tego dostajemy opowieść o dwóch miejscowych bohaterach, później poznajemy trzeciego.

Bohaterowie

Z początku chciałam ich opisywać konkretnie, ale to nie ma sensu. Jest Izzat, książę, jest Znajda, chłopak, który stracił pamięć i został pastuszkiem u litościwego rolnika. Po kilku rozdziałach poznajemy też tajemniczego więźnia. Nasza autorka ukryła się za postacią Lawinii, „Obcej”, czyli kobiety z Ziemi, która jest żołnierzem (zaskoczenie) i to jeszcze o wysokim stopniu. Nie mogło obejść się również bez wątków miłosnych z jej udziałem, i to takich konkretnych oczywiście. Trochę mnie to drażniło, ale nie umiem wytłumaczyć dlaczego.

Oprócz księcia Izzata jest jeszcze Malik i Amniat, kuzynowie, następni w kolejce do tronu. Postacie, które naprawdę polubiłam, Malika chyba bardziej nawet.

Co tam się dzieje?

Honor Smoka, czyli Izzat, wybiera się na swoją pierwszą wojnę, kuzyni oczywiście wybierają się z nim. Główny bohater zasiada w centrum dowodzenia, Amniat siedzi w fotelu pilota ziemskich śmigłowców, a Malik uczy się fuchy specjalsów. To naprawdę ciekawe, sporo się dzieje, jest parę zabawniejszych momentów.

Znajda to chłopak, który stracił pamięć, nie wie kim jest, udaje mi się dostać do oddziału skorpionów i szybko zostaje ochrzczony Mścicielem z Pól. Jego historia jest momentami ciekawa, momentami nudna, ogólnie to postać, która przypada do gustu. Cały czas w głowie kołacze się myśl, kiedy te wątki się spotkają, kiedy się zapętlą i dostaniemy pełną historię.

Trzeba na to niestety czekać do ostatniej setki stron, gdzie wszystko nagle nabiera sensu i z książki, która idzie naprawdę ciężko, zmienia się w powieść, od której ciężko oderwać wzrok. Kto śledzi mnie na Twitterze ten wie, że narzekałam na tę książkę okropnie, czytałam ją przecież trzy miesiące! I w międzyczasie przewinęły mi się przed oczami trzy książki w całości – o czymś to świadczy.

Wszystko jednak przez to, że spodziewałam się zupełnie innej opowieści, myślałam, że więcej będzie o sytuacji na ziemi i część bohaterów będzie Tam. Ale nie, dostaje zaledwie kilka, może kilkanaście zdań, a tytułowe Łzy Diabła padają w tekście mniej niż dziesięć razy, dziwny zabieg, ale trzeba przyznać, że tytuł jest bardzo chwytliwy.

Co przeszkadzało mi w tej powieści?

Że nie była o tym, o czym się spodziewałam.

Że było parę dziur w fabule, a może raczej w świecie przedstawionym, bo jednostką miary długości były kru i arszyny, a czas dalej liczony był w godzinach i sekundach.

Że dużo rzeczy było bardzo przewidywalnych, w mniejszym lub większym stopniu.

Snajpy. Zwiad. Snajperzy, ale błagam, nie snajpy.

I jak zwykle, zazdroszczę tych jednoczesnych orgazmów.

Muszę jednak przyznać…

Końcówka zmiękczyła moje serce. Nie jest to takie złe, a w sumie to całkiem dobre, tylko czemu dopiero w ostatniej ćwiartce? Idealizowanie w głowie nigdy nie jest dobre i zazwyczaj się źle kończy, cieszę się jednak, że mój upór nie pozwala mi przerwać książki w trakcie, boję się ominięcia perełek.

Dla dociekliwych

Nie udało mi się znaleźć w internecie co oznaczają słowa przy podrozdziałach. Spróbowałam z hasłami „Łzy Diabła symbole”, „Łzy Diabła rozdziały” i „Łzy Diabła arabskie słowa”, ale bezskutecznie. Naprawdę Was to nie ciekawiło? Ja kocham takie smaczki. Mogłam mieć tylko nadzieję, że to faktycznie pisane jest w istniejącym języku, a nie w piśmie z planety Dżahan.

Co więc oznaczają te symbole?

Jedno ze słów,  ostatnie w powieści, udało mi się rozszyfrować przy pomocy Optical Character Recognition, czyli narzędzia do rozpoznawania pisma, w połączeniu oczywiście z Google Translate, słowo Buntownik rozszyfrowałam przy pomocy mojego ulubionego Egipcjanina – Mido, co do kolejnych dwóch to nadal nie mam odpowiedzi, a że jestem niecierpliwa to zaczęłam wertować internet w poszukiwaniu odpowiedzi – czyli ręczny tryb poszukiwań z porównywaniem liter z tej dziwnej czcionki. Smoka jestem pewna, bo pasuje idealnie, co do Cierpienia, chociaż też pasuje, to nie jestem przekonana, bo pozostałe słowa są rzeczownikami, określeniami. Nawet tłumacząc na angielski nie da się tego podciągnąć w żaden sposób na inną część mowy.

Król ملك

Król
ملك

Smok تنين

Smok
تنين

Buntownik ثائر

Buntownik
ثائر

Cierpienie معاناة

Cierpienie
معاناة

Szczerze, to aż mam ochotę się uczyć arabskiego. Trochę fascynuje mnie ten język. Jest trochę przerażający, tego mu nie można odmówić, ale poza tym, jest naprawdę ciekawy. I to pismo! Dużo moich znajomych jest wkręconych w chiński bądź japoński, a z arabskim jakoś nikt nie ma wspólnego, czemu?

Może to będzie moje postanowienie na wakacje? Ogarnąć dosłownie cokolwiek, parę podstawowych słów w mowie i piśmie?

I na dodatek, piosenka o Mścicielu z Pól.

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

13

Komentarze (18)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Arbas napisał(a):

Jak by tu powiedzieć? Ponad dwadzieścia lat służę w wojsku. Jestem… snajpem. Tak, tak mówimy o sobie, tak mówią o nas koledzy, choć oficjalnie nazywa się to zupełnie inaczej. Ale, żeby to wiedzieć, trzeba przebywać wśród nas, znać nas osobiście, zdobyć nasze zaufanie. Magdalena Kozak spełniła wszystkie te warunki. Dzieli się z czytelnikami wiedzą „zakulisową” zdobytą dzięki temu, że osobiście przebywała i nadal przebywa w określonym środowisku. Szkoda, że to co dla nas jest autentyczne, nasze, razi przeciętną czytelniczkę.

Yzoja napisał(a):

To nie moje pierwsze spotkanie z literaturą żołnierską i nigdy się z tym określeniem nie spotkałam. Dziękuję za szufladkowanie, bo nie znam wojskowego żargonu, którego wcześniej nie spotkałam a Google nie chciał pomóc.

Arbas napisał(a):

Literaturą żołnierską, czy militarną? Bo to, co Magdalenę Kozak odróżnia od większości autorów – militarystów, to fakt, że doskonale „odrabia lekcje”. Czyli pisze albo z własnego doświadczenia, albo z opowieści zaufanych kolegów.
I tu dochodzimy do sedna, „nie znam żargonu, a Google nie chciał pomóc”, to należy skrytykować? Google nie jest wszechwiedzące. Zapewniam Panią, że istnieją na świecie setki tysięcy słów, używanych w określonych środowiskach, których nie ma w Google.

Yzoja napisał(a):

Aktualnie dużo mam Andy McNaba, który trochę pisze o stricte żołnierskich misjach, ale czasem są też historie o byłych żołnierzach w świecie poza wojną. Tylko to tłumaczone, więc nikt widocznie nie wpadł na użycie słowa „snajpa”.

Jeśli są to informacje, których nie mam prawa wiedzieć, to bardzo czuję się urażona generalizowaniem i pisaniem, że jestem przeciętną czytelniczką. Wiem, na pewno jest wiele takich słów, ale dowiedziałam się ile mogłam na temat słowa snajpa i naprawdę, zupełnie mi nie podeszło i zapewne nie tylko mnie, bo po książkę tę sięgają normalni czytelnicy w większości, nie byli żołnierze, dla których to słowo będzie jeszcze dziwniejsze niż dla mnie.

Arbas napisał(a):

„Snajp” nie „snajpa”. A ja zastanawiam się czym Pani czuje się tak urażona? Wykazała Pani swoją niewiedzę i zamiast przyjąć do wiadomości fakt, że są słowa których Pani nie zna, to po pierwsze Pani krytykuje Autorkę, a potem czuje się urażona, że ktoś nazywa Panią przeciętnym czytelnikiem. A kim Pani jest, fachowcem? Nie, bo wtedy znałaby Pani to słowo. Wyrocznią, orzekającą co jest poprawne, a co nie?
Zaletą książek pisanych przez ludzi „z branży” (nie tylko wojskowych, po prostu fachowców w swojej dziedzinie) jest właśnie to, że można dowiedzieć się czegoś nowego, czegoś, czego w Google nie ma.
Jako fan twórczości Magdaleny Kozak przeczytałem wiele recenzji „Łez diabła” i innych Jej książek i nigdy nie spotkałem się z zarzutem, że komuś nie podoba się gwara środowiskowa. Wręcz przeciwnie, zwykle własnie za to, za ten rys autentyczności, książki te są chwalone. Przez innych przeciętnych czytelników, niekoniecznie byłych, czy aktualnych żołnierzy.

Yzoja napisał(a):

Ja niestety nie znalazłam recenzji, w której ktoś faktycznie przyłożył się do przeczytania tej powieści, nie wiem.

Fachowcem nie jestem, ale też nie laikiem w literaturze tematycznej i tak jak mówię – nie spotkałam się nigdy z tym słowem. Sekcja nazywa się „co mi przeszkadzało” i było to słowo „snajpy”. Koniec tematu. Nigdzie nie napisałam, że to błąd, że kto to przepuścił przez korektę – nie, po prostu mi się nie podoba. Nie znam słowa, choć znaczenie jest oczywiste, nie brzmi mi, tak po prostu jest. Ktoś może nie lubić słowa firana czy kartofle i nie ma się co spierać nad występowaniem tego słowa czy jego poprawnością, przeszkadzało mi, gryzło się. Ale jestem laikiem i się nie znam. A może niestety naczytałam się innych powieści w klimacie i to za bardzo mi odstawało, gdzie większość fanów tego żargonu w książce po prostu nie miała porównania?

Arbas napisał(a):

Gratuluję pewności siebie i poczucia własnej wartości. Rozumiem, że uważa Pani swoją recenzje za jedyną wartościową? Bo co innego znaczyć ma stwierdzenie, „nie znalazłam recenzji, w której ktoś faktycznie przyłożył się do przeczytania tej powieści”?
Tak, to wiele tłumaczy…

Yzoja napisał(a):

Nie, nie uważam, że moja recenzja jest dobra. Nie umiem tego robić, ale staram się opisywać przeczytane książki, takie noworoczne postanowienie.
Szukałam, czytałam, żeby sprawdzić, czy ktoś jeszcze się tyle czasu męczył z tą książką i tak jak mówię, nie trafiłam na recenzję pisaną od serca.

Yzoja napisał(a):

No i czy to jest dobra recenzja, świadcząca, że ktoś przeczytał książkę?

Mamy do czynienia z przedstawicielami dwóch stron konfliktu

Tramwaj nr 4 stwierdza tak samo, tylko on przynajmniej widzi trzy historie, a nie dwie.

Coś mi tu umyka, bo przecież ewidentnie i Znajda i Izzat walczą dokładnie po tej samej stronie. Chociaż oczywiście, prawie do samego końca można myśleć, że wydarzenia toczą się w tym samym czasie i są skierowane przeciwko sobie.

Arbas napisał(a):

Przy takim ujęciu, dalsza dyskusja nie ma sensu. Dziękuję za poświęcony czas.

Sisters92 napisał(a):

Akurat jak studiowałyśmy to niektóre osoby z filologii arabskiej chodziły z nami na zajęcia, więc wiemy, że to nie jest łatwy język. A odnośnie książki, nie przemawia do nas. A zamiast 3 miesiące się męczyć byśmy już ją odłożyły.

Yzoja napisał(a):

Łatwy nie jest, ale… ciekawy ;)
To nie jest tak, że nie czytałam nic w międzyczasie, wolę sobie robić przerwy, wtedy łatwiej przebrnąć. W gruncie rzeczy, nie była zła ;)

Sisters92 napisał(a):

No czytałyśmy, że robiłaś sobie przerwy. My jednak wolimy czytać jedną od początku do końca.

Yzoja napisał(a):

Ja czytam na różnych urządzeniach, na siłowni albo na telefonie albo na czytniku, w domu zazwyczaj sięgam po zwykłe papierowe, ale przed snem, jak nie mogę zasnąć to też czytam na telefonie, muszę więc mieć co najmniej dwie książki ;)

Eka napisał(a):

Tematyka nie moja, więc na pewno nie sięgnę po ten tytuł.
Ale nawet w książkach, w których się zaczytuję, czyli obyczajówka, jest czasem tak pogmatwana fabuła, że męczę się z nią kilka miesięcy, a czasem odpuszczam i odkładam ją na półkę. Jest tyle innych tytułów wartych przeczytania, że nie warto się męczyć :-)

Yzoja napisał(a):

A to ja właśnie odwrotnie, mogę rozgrzebać, przeczytać w międzyczasie kilka innych książek, ale zawsze dokańczam, zawsze, choćby nie wiem jak złe było i ile bym książek nie miała w kolejce. Czasem dopiero na ostatnich stronach się okazuje, że książka miała sens i wszystko nabiera znacznie lepszego wydźwięku.

Wojenna literatura jakoś mnie nie odstrasza, tzn, o ile jest to współczesna wojna, a nie I czy II Wojna Światowa, bo to mnie ani trochę nie kręci, ale to wszystko przez to, że spodobała mi się książka Battlefield ;)