Miesiąc z legimi

Legimi, a cóż to? Jeśli nie słyszałeś o tej usłudze, to od tego właśnie zaczniemy.

Legimi to abonamentowa usługa, która pozwala nam czytać książki. Coś jak Deezer, chociaż jest więcej różnych „poziomów”, więc możecie dobrać coś dokładnie pod siebie, w zależności od tego ile stron czytacie miesięcznie. Aplikację Legimi można w najniższym pakiecie zainstalować na dwóch urządzeniach (tablet, telefon, komputer lub czytnik), w najwyższym pakiecie na czterech. Ceny są bardzo atrakcyjne…

screenshot-www.legimi.com 2015-09-14 11-46-44

Jedynym pakietem, który tak naprawdę rozważałam był Unlimited. Kręciłam się wokół niego od dłuższego czasu, w zasadzie od momentu, kiedy czytałam na telefonie wygrane FUTU.RE i uznałam, że to wcale nie jest takie niewygodne, a wręcz ma sporo sensu, gdy nie można w nocy zasnąć.

Pierwszy pakiet, Legimi 300, wydaje mi się, że będzie dobry tylko dla ludzi, którzy czytają naprawdę rzadko – 150 stron ja osobiście robię w dwa dni, czasem w jeden. Legimi 1000 wygląda już lepiej – z limitem 500 stron miesięcznie już coś można zrobić.

Pakiet Unlimited kosztuje tyle co jedna nowa książka, jeśli więc Twoja biblioteczka pęka w szwach, dużo książek czytasz raz, a po jeszcze więcej nie sięgasz, bo zwyczajnie szkoda Ci pieniędzy, żeby się przekonać czy to jest czegoś warte czy nie, to zdecydowanie jest to oferta dla Ciebie. Czytanie na telefonie czy tablecie nie jest aż tak przyjemne jak papierowa książka czy czytnik, ale niestety – coś za coś, chociaż…

Oferta z czytnikiem za 1 zł

Od sierpnia pojawiła się oferta Legimi z czytnikiem za 1 zł. Działa to tak, że wybierasz abonament na 24 miesiące by zapłacić złotówkę lub na krótszy okres, by zapłacić trochę więcej na starcie. Parę dni później przychodzi kurier z czytnikiem, a Ty dopiero miesiąc później płacisz swój pierwszy abonament, który w sierpniu wynosił 44,99 zł, a aktualnie 49,99 zł. Czy to dużo? Nie. Jeśli jesteś człowiekiem, który i tak zastanawiał się nad opcją Unlimited, to za czytnik warty ponad pięćset złotych płacisz tylko 13/18 zł miesięcznie. Deal życia.

Kwota pobierana jest co miesiąc z karty kredytowej, co pewnie będzie niestety przeszkodą u wielu osób.

Czytnik

W pierwszej chwili myślałam, że to interes życia gdy powiedziałam Krzyśkowi „Ty bierzesz ten nowy, a Kindle jest moje”. Okazuje się, że wcale nie. Kindle przy InkBooku jest takie bezużyteczne! Po pierwsze, InkBook ma podświetlanie, które przydaje się, gdy kładę się z dziećmi żeby im poczytać przed snem. Kindle 3 (Keyboard) takich cudów nie ma, chociaż oczywiście, są mniej archaiczne egzemplarze, które podświetlenie mają, a przez cztery poprzednie lata mi to nie przeszkadzało.

Największym bólem jest właśnie brak aplikacji Legimi. Czyli na Kindlu czytam tylko to co mam, na InkBooku poza aplikacją Legimi są też Wolne Lektury i nawet Nook Book, czyli zasoby księgarni Barnes&Noble (jedynej, która posiada ebooki Johna Bellairsa).

Co dziś czytasz?

W katalogu Legimi książek są tysiące, znajdziemy tam takie wydawnictwa jak Albatros (Stephen King, Graham Masterton, Harlan Coben), Insignis (uniwersum Metro, Battlefield, książki Clarksona) czy 12. posterunek (Richard Castle). Jest Egmont, jest SQN, przeczytacie tam takie książki jak Marsjanin, Gwiazd Naszych Wina czy najnowsze powieści Katarzyny Bondy.

Jeśli ktoś lubi narzekać to oczywiście są powody, na przykład brak wydawnictwa Prószyński i s-ka, PWN czy Rebis. Szczerze, zupełnie szczerze, czasem czegoś szukam, smucę się trochę gdy nie znajdę, ale z drugiej strony, jest okazja, żeby coś kupić albo rozprostować kości i wyjść do biblioteki – nie ma więc tego złego.

Dla kogo jest Legimi?

To bardzo ważne pytanie, a odpowiedzi jest na szczęście kilka:

Jeśli należysz do jednej z tych grup, to jest dobrze. Teraz musisz zastanowić się jeszcze nad tym, który pakiet jest dla Ciebie najlepszy i jeśli pakiet Unlimited, to czy nie lepiej związać się umową abonamentową na dwa lata, żeby dostać naprawdę świetny i wygodny czytnik?

Dla kogo nie jest Legimi?

Smuteczki

Legimi się wciąż rozwija, aplikacje sukcesywnie są poprawiane, jednak fakt jest faktem, jeszcze wiele im brakuje. Są brzydkie i powolne, szczególnie w sekcji statystyk czy katalogu. Jest jedna wspólna półka, co trochę wkurza, bo chciałabym sobie móc jakoś to wszystko posegregować. Na stronie Legimi nie można usuwać książek z półek, można to zrobić tylko z poziomu aplikacji, na Windows Phone jest opcja dodania kolejnej półki, ale tylko tam. Nowości na stronie i nowości w aplikacji to też zupełnie inna lista książek. Samo wyszukiwanie też kuleje, po tytułach oczywiście nie ma problemu czegoś znaleźć, ale jeśli jesteście zainteresowani ogólnie tematem Wampirów czy literaturą azjatycką to niestety nic z tego – lepiej wyjdzie przeszukanie Lubimy Czytać, a potem sprawdzenie co znajduje się w katalogu – wielu osobom pewnie się odechce.

Na szczęście czasem spotkać można na stronie doradcę, który się zna! Doradził mi parę książek i wszystko wygląda naprawdę kusząco.

screenshot-www.legimi.com 2015-09-09 12-55-45

Mój miesiąc z Legimi

Miesiąc. Korzystając z aplikacji zainstalowanej na czytniku i telefonie, przeczytałam już Koralinę (w jeden wieczór), Marinę i Dawcę. Zaczęłam zbiór utworów H. P. Lovecrafta, Córki Marionetek i Kto to może być o tej porze. Krzysiek czyta biografię Steve’a Jobsa i Otchłań z Uniwersum Metro 2033, która pojawiła się w katalogu do pobrania już w dniu premiery. Korzystamy więc, namiętnie.

Część z tych książek chcę mieć na półce, na przykład Marinę, ale wszystkie powieści Zafona mam w wersji kieszonkowej, której teraz nie idzie nigdzie dorwać. Harlan Coben to autor, z którym nie miałam nic do czynienia, chętnie więc, dzięki Legimi, sobie go sprawdzę. To samo tyczy się Johna Greena, którego książki są teraz aktualnie na topie przez dwie ekranizacje, a seria Lois Lowry o dystopijnym świecie to dla mnie wisienka na torcie, bo przymierzałam się do kupna ebooków już prawie od roku. Wiecie, że dodaliśmy już do biblioteczki czterdzieści książek? I to nawet nie na zasadzie, że siedzi tam teraz cały King, tylko albo takie „na teraz”, albo pojedyncze tytuły, o których łatwo będzie w przyszłości zapomnieć, takie jak chociażby Dziennik panny służącej czy Klub Dumas, który był inspiracją do filmu Dziewiąte Wrota.

screenshot-www.legimi.com 2015-09-14 20-14-13

Szczerze jestem zachwycona. Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na abonament z czytnikiem, bo InkBook jest fantastyczny. Cieszę się, bo mogę czytać coś, na co akurat mam ochotę – chcę horroru, mam, chcę Zafona – mam, mam humor na romansidło? Co za problem!

Jestem z tych dziwnych ludzi, którzy czytają na raz wiele książek, czasem dwie, czasem trzy, czasem siedem. Nie muszę się ograniczać do tego co stoi na półkach, czy do dwudziestu nieprzeczytanych książek na Kindle’u. Mogę oczywiście w każdej chwili wejść na woblink i kupić, tylko łatwiej mi zapłacić raz na miesiąc 45 zł (bo do końca sierpnia zamówiony abonament unlimited z czytnikiem był 5 zł tańszy) i potem się już nie martwić, niż nagle wywalić połowę tej kwoty na ebooka, który, bądźmy szczerzy, może mi zupełnie nie podejść.

Cieszę się i nie oddam!

Jeśli Legimi jest dla Was – korzystajcie. Abonament bez czytnika można anulować po każdym miesiącu, więc… kosztuje to niewiele, a zyskać możecie naprawdę sporo!

poniedziałek
14.09.2015
30
0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jestem użytkownikiem inkBooka i pakietu za 55zł od prawie miesiąca. Legimi to ciekawe rozwiązanie dla osób które lubią czytać dużo i pochłaniają książki w dużych ilościach. Na pewno ta usługa nie sprawdzi się u osób, które czytają jedną książkę na miesiąc. Niestety do takich należę. Jedna książka w miesiącu to za mało, ponieważ przeliczając to na wydatki mniej zapłacisz za wersję papierową.
Wybrałem usługę tylko dlatego, że nie chce mi się już wycierać książek które zalegają na półkach. Niestety jestem bardzo pedantyczny i lunie mieć czysto, mimo że w ostatnim miesiącu zaniedbałem moje atelier.
Może powiem jeszcze o funkcjonowaniu urządzenia z którego korzystam. InkBook to nie wielkie urządzenie, oczywiście nie porównam go z innymi ponieważ nie korzystałem. To pierwszy mój taki gadżet. Do urządzenia dołączone jest etui, ale kupując ebook w sklepie za etui musisz dopłacić, chyba że jest w jakiejś sklepowej promocji. To mały plus, ponieważ zapewnia ochronę ebooka. Teraz słowo o oprogramowaniu. InkBook działa na androidzie 4.4.2, zdarza się jednak tak że czasami jakaś książka się nie otwiera. Należy wówczas ściągnąć aktualizację ze strony legimi i wgrać w urządzenie, można to zrobić podłączając nasz ebook do komputera lub bezpośrednio, łącząc się z najbliższą siecią bezprzewodową i wchodząc na stronę legimi w dział do pobrania. Czas działania na baterii, w moim przypadku to tydzień, dużo nie czytam i mam wyłączone podświetlanie ekranu. To tyle z moich wrażeń o tym urządzeniu. Trafiłem na artykuł, bo sam szukam opinii innych użytkowników, tu jednak po za artykułem zachwalającym nic więcej się nie dowiedziałem. Jednak może mój komentarz pomoże szczerze innym w wyborze.
Pozdrawiam.

O czytniku ja sama nie wiem za wiele – mam inną wersję, bo pierwszą. Z dwoma fizycznymi przyciskami z każdej strony, a i tak, wzięłam Kindle, a InkBookiem bawi się mój facet – też nie czyta na nim więcej, niż jedną książkę. Ekran jest tego samego rozmiaru co w Kindle czy Pocketbooku – 6″. Tylko na plus InkBooka – lepiej sobie radzi z .pdfami niż czytnik Amazona.

Aktualizacje najbezpieczniej pobierać, będąc podłączonym pod Wifi – i tak raz na kilka dni trzeba zsynchronizować konto w aplikacji Legimi, żeby się nie wyłączyła – musi przecież sprawdzić, czy abonament jest opłacony.

A problemy z aplikacją najlepiej zgłaszać do twórców – o tym akurat wspomniałam, że daleko tym ich aplikacjom do ideału, ale sama usługa… warta jest tych kilku kłopotów. Nie mów, że tylko zachwalam, bo minusy też widzę, ale teraz (już po 16 miesiącach korzystania) nadal uważam, że to był bardzo dobry ruch i dobra inwestycja. Ale też płacę o wiele mniej za abonament i o wiele więcej czytam.

Wygodne rozwiązanie, chociaż lubię czuć papier w dłoniach gdy czytam (o ile czytam, nadal z tym u mnie krucho). No i jakoś mimo wszystko nigdy do mnie nie przemawiało to, ze mam milion książek w jednym miejscu. Wolę mieć milion książek w wersji papierowej, jakoś tak. Ale zastanowię się nad tym, na pewno.
A teraz błagam, wygoń mnie do pisania.

Ić pisać! Już!
Bo życie w Habitsach Ci poleci :D

Ja już czytam dużo i czytam wszędzie, wygoda jest dla mnie najważniejsza i wsparcie dla czytania wielu książek na raz (standardowo między 3 a 8 na raz). Teraz przy przeprowadzce to już w ogóle bajka :)

Papier jest fajny, to fakt, ale… wolę móc czytać na telefonie, w środku nocy nawet :D

Generalnie naprawdę warto się zastanowić, szczególnie, że teraz to w sumie tylko Wydawnictwa Otwarte nie mają z tych większych :) i Rebis jest poza abonamentem, ale to i tak jest ilość książek nie do przerobienia.

Nie chciałabym, aby to zabrzmiało jak jakaś obraza, po prostu nie podoba mi się Legimi.
Cenowo jeszcze mogłabym wziąć ten najtańszy pakiet, bo chciałabym jednak móc trochę wspierać czytelnictwo… ale 150 stron…? SERIO? To brzmi trochę jak kpina. Tzn. domyślam się, że nią nie jest, ale jak to wygląda w rzeczywistości? Chcę przeczytać na przykład książkę, która ma 720 stron i muszę ją PODZIELIĆ? No nie ma mowy. Za blisko mam bibliotekę, aby się na to zgodzić. Może i jestem chytrym studenciakiem, który by wbiegł na środek ulicy widząc tam 10 groszy, ale wydaje mi się, że te ceny są po prostu nieodpowiednie. Książki elektroniczne nie kosztują wiele, jeśli chodzi o ich produkcję, jestem przekonana, że dałoby się to zrobić taniej, naprawdę.
Ogólnie to cały powyższy hejt jest tylko do ich cennika, Twój wpis jest oczywiście świetny. Gdyby tylko mój portfel nie był czarną dziurą, to z pewnością byś mnie przekonała ;) Zwłaszcza tą pomocą przy wyszukiwaniu nowych tytułów – zdecydowanie przydałoby mi się coś takiego za każdym razem, kiedy skończę coś czytać i mam wrażenie, że już nic nigdy nie będzie równie dobre.

Dwukrotność tej kwoty płaciłam miesięcznie za siłownię, do której praktycznie nie zaglądałam – teraz mam naprawdę uczucie sensownie wydanych pieniędzy, bo czytam więcej.

Rozumiem Cię – naprawdę. Pakiet ten najmniejszy to dla mnie zupełne nieporozumienie – o tyle dobrze, że jeśli nie wykorzystasz stron w tym miesiącu, to przechodzą na kolejne, więc raz na trzy czy cztery miesiące możesz sięgnąć po jakąś większą pozycję – chociaż tyle! Tylko w tym wypadku się to raczej nie kalkuluje bo lepiej wsiąść w tramwaj czy autobus i podjechać do biblioteki, albo kupić nówkę w sklepie.
Nadal zaglądam do biblioteki, chociaż teraz po przeprowadzce już nie mam tak blisko, więc nie wiem jak się to skończy, czytam na telefonie i nadrabiam zaległości z domową biblioteczką.
Jeszcze parę lat temu, w czasach właśnie studenckich, naprawdę byłoby mi szkoda pieniędzy – wiem co czujesz.

Na telefonie się to znacznie trudniej czyta ;( ale parę książek mi się tak udało, chociaż szczerze – z czytnikiem to jest bajka dosłownie.

Jak ktoś dużo czyta i lubi mieć wybór – to to jest idealne rozwiązanie. Nie ma może staroci, tak jak w bibliotece, ale z kolei sporo nowości jest ;)

Aż weszłam, bo ciekawa byłam , co to Legimi :)
Jednak to nie dla mnie: podobnie jak Kamil lubię potarmosić książkę :) I powdychać i poszeleścić :) Jeśli baaaaardzo mi zależy by przeczytać coś szybko , znaleźć książkę, do której chcę się odnieść i szybko szukam (Ctrl+F) cytatu, które gdzieś mi tam po głowie chodzi, to ściągam ze znanego nam zwierzątka :)

W dzisiejszych czasach jak a) są serwisy gdzie są cytaty, to raczej wszystko idzie znaleźć, b) ebooki są naprawdę tanie, to kompletnie nie rozumiem korzystania z chomika. A może po prostu nie czuję się w porządku kradnąc książki, skoro tak dużo to nie kosztuje.

Legimi jest dla ludzi, którzy umieją czytać na ekranie, a nie tylko w papierze, mi ta usługa pozwoli poznać nowych autorów i traktuję to bardziej jak bibliotekę niż zbiór książek na stałe – bo z papierowych nie zrezygnowałam, po prostu czytam więcej, bo mogę czytać wszędzie.

Nie lubię czytać długich treści na ekranie – chyba, że jak napisałam, czegoś bardzo potrzebuję, a tak się zdarza i nie postrzegam tego jako kradzież; bywają publikacje, zwłaszcza w językach obcych, których w żaden inny sposób się nie zdobędzie. Studiowałam na paru kierunkach językowych, wiem o czym mówię.

Na pewno e-book daje możliwość „zabrania” wielu książek ze sobą w każde miejsce, ale no widzisz…. najprawdopodobniej idealne dla ludzi, którzy czytają naprawdę dużo. Ja czytam mało, przyznaję. To znaczy: mało! Każdy ma inny miernik (co znaczy czytać mało?) ale na pewno nie miałabym w podróży nadbagażu z powodu książek :)

Nie wyobrażam sobie zapachu kindla zamiast cudownej woni nowo zakupionej książki:)
I jak taką wersję książki położyć na regale?:)
I ile ja bym dał by mieć więcej czasu na czytanie…

Są świeczki o zapachu książek ;D
Mi już od dawna brakuje miejsca w biblioteczce, sporo książek chcę przeczytać raz. Są też taki, których nakład się wyczerpał, a jeszcze inne wygodniej czyta się w ebooku, np. Endgame, gdzie przeklikiwanie się przez setkę nawet skróconych linków jest męczące. Legimi nie zastąpił mi kupowania książek – w tym miesiącu już 6 kupiłam, ale przynajmniej daje mi możliwość odkrywania nowych autorów + tak szczerze, wygodniej mi wziąć do wanny czytnik, tak samo do łóżka, gdy nie mogę zapalić światła ;)

Korzystam, ale nie tak namiętnie, jak Ty. Podoba mi się, ale trochę długa ta umowa, w tej cenie. Wiem, że są inne pakiety, ale droższa opłata na start za czytnik, aczkolwiek cieszę się z wyboru. Od roku odkładałem kupno czytnika, a po pojawieniu się oferty postanowiłem skorzystać od razu. Często mam tak, że nie mogę się zdecydować co czytać, a czasami długo nic mi nie podchodzi…

Legimi bardzo mi odpowiada. Korzystałem do niedawna z najmniejszego abonamentu zamiennie z książkami papierowymi ale dostałem Kindla i zrezygnowałem z niego na pewien czas. Do dziś jednak wspominam „Pana Mercedesa” Kinga czytanego z wypiekami na twarzy na iPadzie. :)

Na mnie czeka „Pan Mercedes”, z ostatnich tworów Kinga to tylko Joyland i Przebudzenie czytałam, „Znalezione nie kradzione” już czeka w biblioteczce. Jak to wyglądało przy najmniejszym pakiecie – można było czytać coś co ma więcej niż 150 stron?

To zależy :) Płaciłem abonament i przez 3-4 miesiące nie korzystałem regularnie i strony się skumulowały. Tylko raz przez ponad rok miałem taką sytuację, że chcę coś przeczytać i nie mogę bo przekraczam limit. Ale tak jak mówię, czytałem jednocześnie sporo tradycyjnych więc ciężko to ocenić.

O widzisz, to nie miałam zielonego pojęcia o tym, że to się kumuluje. Dobrze wiedzieć ;D Dla mnie 150 stron to strasznie mało, nawet z czytaniem tradycyjnym, więc tak czy siak od zawsze patrzyłam tylko na Unlimited, z założeniem, że będziemy i tak we dwójkę z tego abonamentu korzystać.