Brian Lumley — „Nekroskop 17: Nosiciel”

Harry Keogh, jego stracone lata i historia nie klejąca się zupełnie z całością serii – to właśnie nosiciel, którego Polacy postanowili oznaczyć numerem 17, mimo, że kłóci się z ósmą i dziewiątą częścią serii i nie powinien być przynajmniej moim zdaniem uznawany za część serii opisanej jakimkolwiek numerem. Nekroskop: Nosiciel – powinno wystarczyć.

Historia w książce dzieje się pomiędzy drugą a trzecią częścią podstawowych książek o Nekroskopie, jest to część jego Straconych Lat, więc poza samym Harrym spotykamy tutaj BJ Mirlu, czyli kobietę wilkołaka, partnerkę Harry’ego…

10691766_285274761679159_553223105_n

Nie oni jednak są tutaj głównymi postaciami, tylko tytułowy Nosiciel, Mike, były członek mafii, mieszkający oczywiście na Sycylii i służący braciom z Le Manse Madonie  (których czytelnicy Nekroskopa będą znać właśnie ze Straconych Lat). Głównym zadaniem Nosiciela jest zatrucie chorobami BJ i jej „dziewczyn”, też wilków, chorobami, które w sobie nosi, spreparowaną wersją Trądu, Dżumy i Wścieklizny, czyli jedynych chorób, które potrafią wyrządzić nieodwracalne szkody na wampirach i wilkołakach.

W zamian za wykonanie zadania Mike ma zostać uleczony, ze wszystkich sił stara się więc wykonać zadanie, a Nekroskop robi wszystko, żeby mu w tym przeszkodzić, bo choć nie wie konkretnie co się ma stać, to jego przeczucia dają o sobie znać, a informacje, które znajduje w miejscowych gazetach są przerażające, szczególnie dla niego, Łowcy Wampirów.

…tyle ode mnie w kwestii opisu książki – jest to co prawda bardzo krótka powieść (zaledwie 170 stron), ale to widocznie i tak za dużo dla wydawców, by mogli sklecić jakiś sensowny opis na tylną okładkę, bo UWAGA, na tylnej okładce wita nas bezsensowny opis następnej części. Syf, syf i jeszcze raz syf. (Na „Morderstwach w Kontinuum” jest ten sam opis i jeszcze parę zdań dopisane…)

Moim zdaniem

Pierwsze parę stron było ciężkie, bardzo ciężkie. Uświadomiłam sobie po kim robię często takie długie zdania, ale jednocześnie waliłam się książką po głowie, w obawie, że mój ulubieniec już się wypalił i będzie to jałowe i bezsensowne odgrzewanie kotleta (w roli kotleta oczywiście Harry). Później jednak było coraz lepiej – więc kto się zniechęci, to radzę jednak przebrnąć, bo ze strony na stronę jest lepiej. Na samym końcu, w paru słowach od autora czytamy, że miał to być rozdział gdzieś w straconych latach Harry’ego, ale poszedł w odstawkę – może więc te ciężkie zdania to ta podstawowa wersja, a późniejsza część już jest pisana „współcześnie”? Tak mi się wydaje.

Książka ma o tyle plus, że można ją czytać bez względu na całą serię, Nekroskopowania jest w niej niewiele… Takie to w ogóle niepodobne, chociaż całkiem fajne. Do moich ulubionych części Nekroskopa się nie wpisze, ale nie jest tak, że szkoda mi poświęconego czasu – jak ktoś ma wolne trzy popołudnia to polecam – i to chyba najważniejsze.

…a więc jednak, mój ulubiony autor, ulubiona seria i ukochany bohater, Harry Keogh, doczekał się kolejnej powieści. Dowiedziałam się przypadkiem, a Matras miał ją na stanie z najświeższej dostawy – zakupiłam, wraz z osiemnastą częścią, która będzie tematem kolejnego wpisu. Szczerze nie wierzyłam, że będą jeszcze jakieś historie o Harrym, bo ta szesnasta miała być taką najostatniejszą z ostatnich.

piątek
07.11.2014
5
448

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Seria naprawdę wciągająca, polecam wszystkim. Myslałam , że jest tylko 16 tomów, jakie było moje zaskoczenie, kiedy przez przypadek odkryłam, że są jeszcze 2 tomy, na które poluję w formacie pdf po polsku by móc sobie zarchiwizować do kolekcji ulubionych . Czy może ktoś ma ostatnie tomy by mi podesłać?

Aj, ciągle nie wzięłam się za tę serię, choć sama do końca nie wiem. Pamiętam, że kiedyś miałam e-booka pierwszego tomu i sobie podczytywałam na komputerze, ale dlaczego przestałam? Nie mam pojęcia! Muszę rozejrzeć się za książką, z czystej ciekawości, bo w końcu kilka lat temu ten cykl robił niezłą furorę :) No i Twoja recenzja jest bardzo pomocna, odświeżyła pragnienie przeczytania książek tego autora :D

Łał, pomocna ;) a spodziewałabym się w sumie, że raczej nie zachęci.

Harry to mój ukochany bohater książkowy, bez dwóch zdań :)

Mogłabym to czytać w kółko, szczególnie trzecią część.

(18 już jest! – ale nie wszystko jest tak jakby w głównym wątku)

Do Lumleya trzeba się przestawić – mnie z początku zawsze drażnią te strasznie długie zdania (a sama robię to samo czasem…). Pierwsze pięć wiem, że można dostać w ebookach jakichś starych. I w sumie – polecam Ci właśnie te stare wersje – tłumaczenie jest znacznie lepsze.

http://yzoja.pl/o-zbrodniach-przeciw-ksiazkom-na-przykladzie-cyklu-nekroskop/ – tu możesz jeszcze zerknąć ;)