Postapokaliptyczny vibe

Mam ochotę popisać sobie głównie o pierdołach, okej?

Jest marzec, zaraz najważniejsze święto Irlandczyków – odwołane. W sklepach pustki – nie ma mąki, makaronów, cukru, herbaty i… sosu gravy.

O mydle nie mówię – to się skończyło już w zeszłym tygodniu.

Ludzie po mieście nie chodzą w maseczkach, o tyle dobrze. Przy centrach handlowych i budynkach firmowych przed drzwiami są dozowniki z wysoko stężonym alkoholem do mycia rąk. Mało kto korzysta, ale dobrze, że są.

Szkoły dalej otwarte. Mamuśki stoją, gadają, tłoczą się przed drzwiami. A w Corku trochę tych przypadków już jest. Z niecierpliwością czekam, kiedy wreszcie ktoś nas pozbawi tego największego ryzyka.

Żarcia w szafkach mam mnóstwo, kilogramy fasoli, litry wody, dużo warzyw i mrożonek, sojowego mleka i mąki. Nie mam latarki, z takich ważnych rzeczy, ale nadrobię, obiecuję.

Jest jakiś taki postapokaliptyczny vibe, którego nie umiem się pozbyć rozglądając się po mieście.

Ja od poniedziałku pracuję z domu, jak i większość ludzi z naszej firmy. Trochę tęskniłam.

wtorek
10.03.2020
4
66

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jej, ja od jutra też pracuję z domu do odwołania. Trochę mnie to przeraża, bo praca w biurze dla mnie to motywacja i przyjemność w sumie też, bo ludzie fajni. Będzie ciężko.
Latarki też nie mam, jutro nadrobię 😉

Fuck. Wiedziałam, że zawsze czegoś zabraknie. Ale mam zestaw zapasowych baterii. Spłonę, ale rozładowana myszka nie będzie moim problemem 😉