Trenujemy!

11 dni temu wzięłam się poważnie za ćwiczenia, za całe to odchudzanie i postanowienie noworoczne, mówiące o zbiciu wagi. Plan mi się zmienił, już to nie jest 5 czy 10 kilogramów, ale dwadzieścia. Plan porządny, prawda? Nie jest to na szczęście czcze gadanie czy słowa rzucone na wiatr. Zmotywowana jestem bardzo mocno, poczyniłam wiele kroków by umożliwić i ułatwić sobie ten sukces.

I muszę przyznać, jak na tak krótki czas jestem już z siebie bardzo zadowolona.

Nie od razu Kraków zbudowano

Wiem, że nie schudnę w miesiąc takiej ilości kilogramów, wiem, że nie będzie łatwo, że wiele razy pewnie pomyślę „już więcej nie dam rady”, ale równie dobrze wiem, że motywacja i wiara w siebie to podstawa. Nie schudnę w miesiąc, nie ma problemu, zajmie mi to trzy czy cztery miesiące (według słów trenera), potem kolejnych kilka będę walczyć z utrzymaniem tej wagi, aż się przyzwyczaję do regularnych ćwiczeń, zdrowszego odżywiania i normalniejszych godzin snu.

Chudnięcie i doprowadzanie swojej sylwetki do chcianego widoku to żmudny proces, efektów nie widać z dnia na dzień, a nawet ćwicząc i robiąc wszystko tak jak trzeba wyniki na wadze wskazują coś przeciwnego niż nasz efekt. To częste, teraz zaczęłam ćwiczyć, ważyłam 92.8 kg, ostatnio się ważyłam i waga pokazała 94 kg – a przecież co dwa dni regularnie daję z siebie wszystko! Nie będę powtarzać tego, co było już wiele razy opisywane, więc łapcie linka, który wyjaśnia chyba wszystko w tej kwestii. Ja po lekturze „wyszłam” usatysfakcjonowana. Wiem też już, że dopiero mierzenie się regularne daje obraz na postępy, poza patrzeniem w lustro, gdzie jednak efekt placebo może zrobić swoje.

Motywacja

Mam 22 lata, jestem po drugiej i (mam nadzieję) ostatniej ciąży, mój organizm jest jeszcze młody, nogi silne, skóra zdolna do poprawienia swojej jędrności, więc naprawdę, czas najwyższy wziąć się za siebie, póki jeszcze mogę. Chcę schudnąć bardzo dużo, więc w późniejszym wieku mogłabym mieć problem z wiszącą skórą, a tak, jeszcze jest szansa, że wszystko się wchłonie i jedyne co zostanie nieładnego na moim brzuchu to tygrysie pasy (czyli rozstępy).

No i ślub! Do którego już coraz bliżej. Jest raz w życiu (tak planuję), więc chcę wyglądać i czuć się bosko. Po prostu, może to i puste, czy próżne, ale (do cholery ciężkiej) lepszy taki powód niż żaden, tym bardziej, że bardzo to motywuje.

(W ramach motywacji zrobiłam też bloga – Rok do celu – który ma być docelowo miejscem dla wszystkich ludzi, którzy mają problem z realizacją postanowień i chcą, by publiczne pisanie o swoich postępach w nich bardziej dało im kopa.)

Konkrety, czyli Pure Jatomi Fitness

W sumie to wyszło jakoś przypadkiem. Kupiłam sobie Dziennik Fitness Ewy Chodakowskiej i zainteresowałam się tym, gdzie można znaleźć jej treningi. Pokazał mi się Pure, czyli sieć siłowni i fitness klubów, którego jeden egzemplarz znajduje się kilometr od naszego mieszkania. Zapisałam się na darmowy trening i już zostałam (o czym można tu przeczytać). Za 33 zł tygodniowo, pobierane regularnie z mojej karty kredytowej mam karnet Open na siłownię i fitness klub, co oznacza, że mogę wejść o 6 rano i wyjść o 22 na tygodniu i w weekendy troszkę krócej, bo tak pracuje klub, mogę iść rano na sesję na bieżni, a wieczorem dla rozluźnienia spróbować jogi, do tego, co najważniejsze, są spotkania z trenerem, który dobiera nam dietę, zestaw ćwiczeń i po przeprowadzeniu wywiadu generalnie radzi nam co powinniśmy zmienić w naszym życiu, żeby osiągnąć cele. Świetna sprawa.

Trzymajcie więc za mnie kciuki!

piątek
31.01.2014
3
57

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *