yzoja

Wyzwanie książkowe Trójka e-pik – podsumowanie stycznia

31 stycznia 2019 Angelika Borucka 3 Książki
Wyzwanie książkowe Trójka e-pik – podsumowanie stycznia

Bla bla bla, w zeszłym roku przeczytałam mniej książek niż planowałam. Mniej nawet, niż w jeszcze poprzednim roku. Mogłabym przygotować sobie listę wymówek, ale powód był prosty – praktycznie nic mi nie „weszło”. Dopiero pod koniec roku zaczęły się pojawiać ciekawe i dobre pozycje, które wciągałam w ciągu kilku dni – to jednak było wciąż za mało.

Ostatecznie w 2018 przeczytałam 38 z planowanych 45 książek. Liczba stron przekroczyła 13 tysięcy, więc chociaż tu nie muszę sobie pluć w brodę.

Na 2019 zostawiłam sobie w planie 45 książek. Logiczne, skoro ostatnio się nie wyrobiłam. Żeby sobie pomóc z motywacją i eksploracją, zaczęłam szukać dobrego książkowego wyzwania. Przed końcem roku zazwyczaj po internecie błąkają się obrazki z listą kryteriów, które powinny spełniać przeczytane książki – fajne, nie? I wyobraźcie sobie, że nie znalazłam nic takiego, ale trafiłam na wyzwanie książkowe stworzone na blogu. Żeby było śmiesznej, jego autorka jest z grupy Śląskich Blogerów Książkowych, gdzie miałam swój epizod i zostawiłam po sobie ładne logo. Książki Sardegny znajdziecie tutaj, a samo wyzwanie tu.

Książka o górach

Wybór w tej kategorii nie był trudny. W Legimi od miesięcy zalegały mi książki na ten temat. Część przez film Everest, część przez to, co wydarzyło się na Nanga Parbat. Wybranie tej jednej?

Wszystko za Everest
Jon Krakauer

To właśnie książka napisana przez jednego z obecnych na wyprawie na Everest w 1996 roku. O tych wydarzeniach właśnie opowiada film Everest z Jake’m Gyllenhaalem.

Świetna pozycja, którą przeczytać powinien każdy. Choć pewnie dotyczy to każdej książki na ten temat – jako zwykły śmiertelnik, który góry widział ostatnio w Zakopanem, dowiedziałam się mnóstwa ciekawych rzeczy. Ciekawych i przerażających. Sam film jest świetny i oddaje charakter takich wypraw i strasznych chwil, które mogą się zdarzyć, ale książka… to inna liga.

Poza samą wyprawą mamy mnóstwo tła, mnóstwo opowieści o rzeczach z poprzednich lat, dotyczących zarówno Everestu, jak i innych wysokich gór, na których ludzie tracą zdrowie, pieniądze, nerwy i czasem również życie.

Książka z duchami (w tytule lub w wątku)

Duchy? No w to mi graj. Popularnym wyborem był „Nawiedzony dom na wzgórzu”, nic dziwnego. Sama mam go na liście w Legimi już pewnie ponad 3 lata. Zdecydowałam się jednak na Harry’ego Pottera, z którym o dziwo było mi trochę nie po drodze. Ostatecznie moją styczniową książką o duchach był „Lewis Barnavelt na tropie tajemnic. Zegar Czarnoksiężnika”. Nowe wydanie i nowe tłumaczenie, ba, nawet tytuł inny niż to, co ja czytałam kilkanaście lat temu. Ale skoro to seria mojego dzieciństwa to nie mogłam się oprzeć.

„Lewis Barnavelt na tropie tajemnic. Zegar Czarnoksiężnika”
John Bellairs

Książek Bellairsa przeczytałam mnóstwo. No dobra, kilkanaście. Wszystkie pozycje, które w Polsce ukazały się za sprawą wydawnictwa Amber jak miałam kilkanaście lat, a później (całkiem niedawno) oryginalne angielskie ebooki. To świat, który dobrze znam i powrót był świetny.

Jest to oczywiście pozycja dla młodzieży, chociaż nawet starsza widownia, wychowana na Harrym Potterze, będzie czerpać przyjemność z tych historii. Bo z jednej strony to po prostu ciekawe, a z drugiej jest tyle podobieństw! I wiecie, że to jest 20 lat starsze niż Harry? Że było inspiracją dla wielu rzeczy, a nie odwrotnie? Pisałam o tym już dawno temu.

W nowym wydaniu jest sporo innych tłumaczeń, imiona i nazwy nie są przetłumaczone, więc mamy New Zebedee zamiast Nowego Zebedeusza, a fioletowa sąsiadka jest Florence, zamiast Florencją. Niby fajnie, ale trochę mi zgrzyta. Angielskie nazwy może i są poprawne, ale młodszej widowni nie pozwolą się aż tak wczuć w klimat.

Komedia kryminalna

To była kategoria, która sprawiła mi trochę kłopotu. Wiecie, koncepcyjnie. Większość propozycji była polskimi tytułami, a ja się z polskimi książkami raczej kłócę. Z zagranicznych książek nic za bardzo na pierwszy rzut oka nie przychodziło mi do głowy. A potem olśnienie, „Dirk Gently”! Zamówiłam w bibliotece, ale wiedziałam, że może nie zdążyć dotrzeć. Szybkie poszukiwanie na Goodreads w takiej właśnie kategorii wyświetliło tytuł, który kupiłam już jakiś czas temu, bo miał fajny tytuł. Ze dwa lata książka ta przeczekała na Kobo, aż ją zaczęłam.

„The Girl who Tweeted Wolf”
Nick Bryan

Pozycja przeczytana po angielsku, bo przecież nikt tego nie tłumaczył na polski. Książka rozdawana jest za darmo w większości sklepów z ebookami więc… no nic się nie traci, nie?

Choi, nasza główna bohaterka, jest nastolatką, która wybiera się na staż do agencji detektywistycznej. Detektywem jest Hobson, który do wszystkich uwielbia mówić po nazwisku, a poza tym nie jest aż tak bardzo typowym detektywem. Pierwszego dnia pracy Choi zakłada agencji konto na Twitterze i rzuca wyzwanie, że jeśli zbiorą 400 followersów, rozwiążą za darmo sprawę najnowszego morderstwa w mieście.

Jest kryminał i czasem jest śmiesznie. Miało być częściej pewnie, ale jakoś niezbyt podeszła mi ta pozycja, żebym miała się śmiać do rozpuku, szczególnie biorąc pod uwagę ilość ciał, jakie Hobson & Choi zostawili za sobą w książce.


Muszę przyznać, że to był ciekawy miesiąc pod kątem książek. Sięgnęłam trochę ponad swoje typowe gatunki i zmotywowałam się do przeczytania wreszcie tych górskich opowieści.

Już jutro rozpocznie się kolejny miesiąc roku, a to oznacza, że będą nowe 3 książki do przeczytania. Ciekawa jestem, z czym przyjdzie mi się teraz zmierzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5000lib pisze:

A ja chcę czytać mniej, o wiele mniej. Liczby mnie (już nie kręcą- choć uważam, że dałam się nabrać). I uważam, właśnie tak. Z książek polecam „Kurtykę”/

natanna pisze:

Gratuluję udanego stycznia. Mnie też się udało zaliczyć styczeń w wyzwaniu i czekam z niecierpliwością co też będziemy czytać w styczniu…

Pozdrawiam serdecznie.

cassia-aurea pisze:

trzymam kciuki.
(osobiście nie przekraczam magicznej granicy dwóch tuzinów na rok, ale też nie schodzę poniżej dziesięciu, i tak zawyżam średnią)