Brian Taylor to aktualnie nowa kategoria spod szyldu Monotematycznie (w której do tej pory znajdował się tylko Michael Weston). Powstała ona z zamiarem stworzenia trzech wpisów z recenzjami czterech filmów, w których ten człowiek mieszał palce. A dlaczego?

Bo ten oto człowiek zajmie się stworzeniem serialowej ekranizacji książki Brave New World, a ja po cichu liczę, że znajdzie się tam miejsce dla Westona, skoro przewinął się przez trzy z czterech filmów.

Bardzo dawno temu, w czerwcu siedem lat temu, zaczęłam oglądać z koleżanką drugą część Adrenaliny, bo tylko to miałyśmy pod ręką. Spasowałyśmy podczas sceny, w której jeden z gości odcinał sobie sutki.

Jednak teraz postanowiliśmy obejrzeć obie Adrenalinę, żeby wiedzieć, czego się spodziewać. Nie byliśmy nastawieni optymistycznie, nawet nie wiem czemu. Och, ile ja lat żyłam w niewiedzy!

Adrenalina jest naprawdę dobra

Ale naprawdę. I podkreślę to jeszcze pewnie kilka razy. Nie jest to kino fabularnie górnolotne, nie jest pełne cytatów, które zapiszemy w pamiętniku, ale to dobre kino akcji, kręcone w interesujący i innowacyjny sposób, mimo, że z wykorzystaniem sprzętu wątpliwej jakości.

Cześć ujęć jest prześwietlona i nagrana kamerą, która nagrywa gorzej niż obecne telefony nawet z niskiej półki. Drugie pół wygląda zupełnie normalnie. Te gorsze to zazwyczaj ujęcia z perspektywy głównej postaci, co też jest ciekawym zabiegiem i trochę momentami (celowo) przypomina grę – głównie GTA.

Pełno tu takich drobnych reżyserskich smaczków, czyli przykładowo, drugi rozmówca przy połączeniu telefonicznym, pokazuje się wyświetlony na ceglanej ścianie obok której przebiega główny bohater. Słodkie!

Nic nie jest przesadzone, szczerze. Może w drugiej części coś sprawiać takie wrażenie, ale scena dokończona jest na tyle surrealistycznie, że to nie przeszkadza. Mimo kina, które spokojnie można zaliczyć do sensacji, w których akcja nie zwalnia ani na moment, nie ma tu żadnych wybuchów! Da się, widzicie?

Aktorzy?

Film ten wreszcie przypomniał mi, jak bardzo uwielbiam patrzeć na Stathama. Amy Smart to dziewczyna, do której mam wielki sentyment (bo Interstate 60), a reszta aktorów to już w sumie nikt znany, chociaż spora część twarzy przewija się później przez Gamera i Patologię (wpisów możecie się spodziewać na dniach, bo dziś będę oglądać). Nikt specjalnie nie kuje w oczy, więc wystarczy mi to do szczęścia. W filmie i tak dominuje Statham, cudownie zabawny i bardzo brytyjski! Tęskniłam.

Fabuła?

Chev Chelios, czyli Statham właśnie, jest mordercą na zlecenie. Ktoś wstrzykuje mi dziwną truciznę, która powinna go zabić w przeciągu kilku godzin. Jedynym sposobem na odwleczenie działania substancji, jest ciągłe podnoszenie poziomu adrenaliny. Sposobów jest wiele, od bardziej konwencjonalne po abstrakcyjne.

Druga część jest bardzo podobna, a wydarzenia następują bezpośrednio po akcji z prequela. Tym razem zamiast adrenaliny jest po prostu prąd, głównie wysokie napięcie. Kontynuacja nie jest aż tak dobra, ale to nadal intensywne kino akcji, które potrafi pozytywnie zaskoczyć.

18+

Nie będę ukrywać, że to kino ostrzejsze, w którym sporo jest nagich kobiet, podtekstów, scen dosłownych i przypadkowych ujęć pokazujących majtki żeńskiej części widowni. Jest też kilka brutalniejszych scen, jak właśnie odcinanie sutków, chociaż jest ona chyba najbardziej krwawa.

Mnie ten film szczerze pozytywnie zaskoczył, obie części. Nie planowałam obejrzeć kontynuacji, a tymczasem pochłonęliśmy je w jeden wieczór. Dobrze się przy tym bawiąc! Weston miał bardzo fajną epizodyczną rolę i wyglądał nadzwyczaj uroczo.

Jeśli z jakiegoś powodu nadal nie oglądaliście Adrenaliny, a lubicie kino akcji, to czas najwyższy sięgnąć.

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

3

Komentarze (5)