Wpis w szkicach siedzi już jakiś dłuższy czas. W zasadzie od momentu, kiedy dostałam od Castelli ich notatnik z serii Ivory, o której napisałam cały obszerny tekst zanim położyłam ręce na jakimkolwiek egzemplarzu. Od kilku dni mam (dzięki waszej pomocy) dla niego zastosowanie, mogę więc napisać recenzję. Chcecie poznać Castelli jeszcze bliżej?

O Castelli wspominałam w październiku. Poznałam ich przez Twittera, szybko się zakochałam i, nawet nie wiem dlaczego, dostałam od nich notatnik. Możliwe, że dlatego, że czaiłam się na Lanybooki, które właśnie wycofywali całkowicie ze swojego sklepu i to tak było na pocieszenie.

Pierwsze spojrzenie

Notatnik, który dostałam to seria Ivory na pewno, jednak wciąż mam dylemat czy to Matra czy Tucson, gdyż różnią się fakturą okładki, a dla mnie „soft touch” i „fluent matt finish” nie są dość konkretne i nie wiem. Okładka jest miękka w dotyku, ale jest również matowa. Dowiem się jaki to model pewnie dopiero, jak zamówię drugi. Mało to jednak ważne.

Generalnie okładka zrobiona jest z cieniutkiej skóry, o gładkiej fakturze i w dotyku jest naprawdę fajna. Spokojnie można po niej popisać zwykłym olejowym długopisem – materiał przyjmie to bez problemu.

Format medium zbliżony jest do formatu A5. Castelli jest węższy o 1 cm. Niby nie dużo, ale rzuca się to w oczy. W środku jest 240 stron w linię, jednak dostępny jest również wariant gładki i kilka modeli w kratkę. Rozstaw to 5 mm, czyli jak dla mnie idealnie, człowieka wychowanego na zeszytach w kratkę.

P_20160127_213639

Mamy zamknięcie na gumkę i szlufkę na długopis w kolorze okładki, złotą tasiemkę do zaznaczania, a z tyłu notatnika jest znana fanom Moleskine’ów kieszonka na luźne notatki, cała tekturowa, biała.

Papier

Papier ma kolor beżowy, linie są ciemnoszare. Papier dobrze sobie radzi z piórem, fioletowy atrament zachowuje się jednak znacznie lepiej niż czarny, chociaż brązowy zachowuje się bez zastrzeżeń. Nie trzeba się bać o smużenie, bo tusz szybko wysycha – szybciej niż na Moleskine’ach, porównywalnie jak w Leuchtturmach. Długopisy olejowe (czyli te normalne, nie żelowe) pływają po tym jak po maśle, strasznie przyjemne uczucie.

P_20160127_213722

Przebijanie?

Tekst prześwituje, co zobaczyć możecie na zdjęciu powyżej, ale nie przebija. Pierwsze ślady pojawiają się dopiero po czterech warstwach atramentu, przy rozlanym śladzie nie przebiło nic.

P_20160127_213741

Ogólne wrażenia

Podoba mi się. Zachęca mnie do tego, by wydać funty w oficjalnym sklepie na kolejny notatnik z tej serii. Kolorów jest mnóstwo i każdy z pewnością znalazłby tam coś dla siebie.

Cena takiego to około £12, czyli ponad 70 zł. Daleko jej więc do atrakcyjnej w naszym kraju, w Wielkiej Brytanii kosztuje on porównywalnie z Leuchtturmami (które u nas są sporo tańsze niż w innych krajach). Na szczęście łatwo uzbierać sobie zniżki przez program partnerski (20 punktów to funt zniżki, a 10 punktów dostaje się za polubienie jakiegoś produktu). Wysyłka do Polski kosztuje £4,50.


 

P.S. zastanawiam się nad jakimś konkursem. Chcielibyście wygrać taki notatnik?

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

1

Komentarze (11)