Już dwa miesiące „bawię się” tym kalendarzem, więc czas najwyższy na recenzję!

Nie jest to mój pierwszy produkt Leuchtturma. Trzeci rok z rzędu towarzyszą mi na biurku kalendarze właśnie z tej firmy i za każdym razem sprawdzam kolejny nowy format. W 2015 roku to był kalendarz tygodniowy z notatnikiem w rozmiarze Medium i Mini wersja bez notatnika, w zeszłym roku był tygodniowy kolumnowy A4, a teraz padło na miesięczny w miękkiej oprawie w kieszonkowym rozmiarze. I jest boski!

Leuchtturm monthly planner with notebook

O teorii pisałam już dawno temu.

W praktyce to faktycznie idealny kalendarz do pary z Bullet Journal. Jest mały, poręczny, a przez miękką oprawę nie zajmuje dużo miejsca. W notatkach nie zapisałam jeszcze ani jednej strony, ale pewnie kiedyś się to zmieni. Kratki na rozkładówkach miesięcznych są dość pojemne, więc spokojnie zmieszczą dwie informacje, takie jak czyjeś urodziny i wizyta gdzieś.

Jeśli miałby być jedynym zeszytem w zasięgu ręki – byłby za mały. 72 strony na 12 lub 16 miesięcy (zależy czy będziecie kupować kalendarz z nowym rokiem, czy poczekacie na obniżki, jakie teraz można zobaczyć już w sklepie Moleskine’a czy Leuchtturma) to niewiele, nawet na listy zakupów, spotkania czy dziennik. Jako uzupełnienie jest idealny. I na tym mi zależało.

B5 pewnie spisałby się już dla tych wymagających.

W sklepie LatarniaMola (gdzie nadal się zaopatruję…) jest aktualnie promocja i B5 kosztuje 6249 PLN, a mój A6 – 4433 PLN. Jeśli nie macie jeszcze kalendarza to koniecznie przejrzyjcie te, o których już pisałam i korzystajcie, póki jest promocja.

PS. W oficjalnym sklepie Moleskine’a trwa aktualnie Winter Sale i większość kalendarzy ma ceny o 30% niższe. Wysyłka do Polski to tylko 19 PLN. Obniżone są też ceny niektórych notatników i po cichutku się przyznam, że poszalałam i kupiłam ostatnio aż… 11. A podobno nie przepadam za tą firmą.

 

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

3

Komentarze (9)