12 października 2015

Erica Spindler — „Pierwsza Żona”


o książkach

#25. Pierwsza Żona

- Erica Spindler
Rok wydania: 2015
Ocena: 
Liczba stron: 496
Gatunek: ,
Przeczytane: 6 października

Subskrypcja Legimi sprzyja mojej „akcji” #randomoweksiążki, polegającej na czytaniu książek, które przykuwają oko swoją okładką i tytułem. Zabieram się za nie nawet bez czytania tekstu z tyłu czy opisu, bo jak dobrze wiemy, bywa z nimi naprawdę różnie. Najnowszym wyborem po okładce była właśnie Pierwsza Żona.

Jest to moje pierwsze spotkanie z Ericą Spindler i nie wypadło ono najlepiej. Podobno jest bardzo poczytną autorką, piszącą kryminały romantyczne, jednak z wielu stron słyszałam głosy, że jest to jedna ze słabszych jej powieści. Jestem w stanie zaryzykować kolejny tytuł, ale najpierw trochę o Pierwszej Żonie.

Fabuła

Bailey jest kobietą w średnim wieku, właśnie straciła matkę, wyjechała na wakacje odpocząć od swojego życia. Poznaje Logana Abbotta, rozgrywa się historia jak z bajki, od pierwszych dni znajomości wiedzą, że są sobie przeznaczeni, przedłużają wczasy, potem razem wracają do wielkiej posiadłości Abbotta, gdzie ona, jako już jego żona (co za częstochowski rym) poznaje jego pochrzanioną rodzinę i przyjaciół.

Historia z pierwszych stron jest strasznie płytka, miałam wręcz wrażenie, że układane przeze mnie zdania są znacznie lepsze i ciekawsze niż to, z czym się spotykamy. Wszystko dziecinne i bajkowe, przesycone płytkimi wypowiedziami, po prostu słabe.

Z czasem jednak zagłębiamy się mocniej w historię, która wciąga. Czytałam to mniej więcej w półgodzinnych segmentach, ale ostatniego dnia poświęciłam na nią aż dwie godziny, bo nie mogłam doczekać się rozwiązania. Za to należy się autorce wielki plus. Kunszt pisarski dla mnie pozostawiał wiele do życzenia, ale historia miała ręce i nogi i przede wszystkim właśnie trzymała w napięciu, czyli robiła to, co powinny robić kryminały i thrillery.

Błędy

Bardzo naraził mi się tam jeden błąd, przez który zaczęłam się zastanawiać, czy kobieta jest matką. Bailey, naszej głównej bohaterce, spóźniał się okres o pięć tygodni. Lekarz po wizycie powiedział jej, że jest w prawie szóstym tygodniu. Jak?! Ja wiem, nie znam się, mam przecież tylko dwójkę dzieci i ogarniam biologię…

Bohaterowie

Wszyscy są piękni, idealni i bogaci, poza oczywiście złym charakterem kreowanym od kilkunastego rozdziału. Nic ciekawego w zasadzie, szczerze.

Ogólne wrażenie

Jest to książka na wieczory przed kominkiem czy pod kocem obok kaloryfera. Momentami płytka historia, opleciona wokół ciekawego kryminalnego wątku.  Jeśli wpadnie Wam w ręce – przeczytajcie, nie był to kompletnie stracony czas, a tak jak mówię, wciągnęło mnie to naprawdę nieźle.

Z pewnością zerknę na inne powieści tej autorki – może faktycznie mnie zauroczą tak jak powinny?


A wy czasem wybieracie książki po okładce?

Jeśli tekst Ci się spodobał, kliknij serduszko poniżej.

Dodaj komentarz

Komentarzy: 8

Kamil Kamilowski napisał(a):

Kupiłem kiedyś „50 twarzy greja” bo miało fajną okładkę;) Przeczytałem 50 stron i spaliłem!:) A tak poważnie to nigdy się nie sugerowałem okładką. Chociaż zawsze wybiorę w twardej oprawie niż w miękkiej:)

Tam poniżej napisałaś, że nie porzucasz książek czego do końca nie rozumiem:) Jak coś jest słabe od pierwszych liter to po co marnować czas?:) To tak jakbyś zrobiła ciasto, zjadłabyś kawałek, okazało się blah, ale jeŻ dalej;) I broń Boże nie krytykuje twoich ciast;)

Yzoja napisał(a):

To ja twardej akurat unikam jak ognia, zeszyty też wolę w miękkiej, bo te w twardych się bardziej niszczą mam wrażenie. Greya czytałam pierwszą część w ebooku, nie było jak spalić, ale dla mnie to zawsze będzie słabsza wersja zmierzchu z niespełnionymi fantazjami autorki.

Porównanie z ciastami nie jest dobre – bo to faktycznie, droga przez mękę a na końcu co najwyżej wizyta w toalecie (xD), a przy słabej książce może się okazać, że fabularnie jest nieźle – tak było tu właśnie. Sama historia nie kuleje jakoś strasznie i mimo wszelkich wad – wciąga.

Kamil Kamilowski napisał(a):

W przypadku książek nie lubię liczyć cud:) Od początku swojego istnienia musi chociaż dawać nadzieję na lepszą następną stronę:)

Yzoja napisał(a):

Ja się czasem lubię na własnej skórze przekonać, poza tym czytam co mi się podoba, czy z tytułu czy z okładki i nie czytam wcześniej opinii na temat powieści, tak samo z filmami. Wolę obejrzeć czasem coś gównianego, żeby czasem przypadkiem odkryć perełkę, której inni nie znają, ostrożnie dobierając repertuar.

eV napisał(a):

Przypomina mi się, jak czytałam Zmierzch. Też tak miałam, że nie mogłam patrzeć na w sumie podobne kwestie (brak kunsztu pisarskiego, wyidealizowane postacie), a mimo to w ostatniej chwili przyspieszyłam, bo książka mnie wciągnęła i zastanawiałam się, co będzie dalej. Czasem po prostu trzeba przeczytać coś nie do końca dobrego, nie samymi arcydziełami człowiek żyje :)

Yzoja napisał(a):

O, dokładnie, świetny przykład.
Czasem trzeba przeczytać coś lekkiego, czasem też, w pewnym sensie, można się przez to trochę dowartościować, gdy się pomyśli „cholera, składam lepsze zdania, może w końcu się wezmę za powieść, skoro ludzie coś takiego chcą czytać”. Nawet w językowo słabszych powieściach można znaleźć naprawdę dobrą fabułę, warto zaryzykować.

Kamil Lipiński napisał(a):

Zaciekawiło mnie to co napisałaś. Z jednej strony słyszałaś że to jedna ze słabszych powieści napisanych przez Ericę Spindler, z drugiej zaryzykowałaś lekturę mając świadomość że aby wyrobić sobie zdanie na temat autorki będziesz musiała przeczytać coś jeszcze. Wiem, że pochłaniasz książki jedna za drugą :) ale czy nie lepiej omijać szerokim łukiem te, które wydają się przeciętne? Pewnie nie, skoro zabrałaś się za Pierwszą Żonę, ale ciekaw jestem Twojej argumentacji.

Yzoja napisał(a):

Opinie o tej książce przeczytałam dopiero po skończeniu jej – cała zabawa w te moje randomowe książki polega na tym, że wybieram książkę tylko po okładce i tytule, nie czytam o niej nic, nie czytam nic o autorze ani nawet nie zaglądam w dołączony do powieści opis.

Czy nie lepiej omijać przeciętne? Pewnie tak, ale jak już zacznę to chcę skończyć, bo po prostu nie porzucam książek, nigdy. Nawet jeśli coś opakowane jest w średniej jakości zdania, to nie znaczy, że sama historia też będzie słaba – boję się, że przegapię coś naprawdę dobrego fabularnie, jeśli porzucę to tylko dlatego, że nie spodobał mi się początek – bardzo wiele książek się długo rozkręca, chcę dać im szansę.

Najbardziej lubiane

4 lata temu

Horrory, które warto obejrzeć (i parę tych, które odradzam)

Lecimy z horrorami.

przeczytaj »
1 rok temu

Bullet Journal – podstawy

Bullet Journal to system produktywności stworzony przez Rydera Carrolla, projektanta z Nowego Jorku,...

przeczytaj »
3 lata temu

15 mało znanych filmów, które warto obejrzeć

Uwielbiacie wpisy o filmach, prawda?

przeczytaj »
2 lata temu

Paczka w Ruchu

Paczka w Ruchu to usługa podobna do Paczkomatów.

przeczytaj »

Najczęściej udostępniane

1 rok temu

Bullet Journal – podstawy

Bullet Journal to system produktywności stworzony przez Rydera Carrolla, projektanta z Nowego Jorku,...

przeczytaj »
4 lata temu

Horrory, które warto obejrzeć (i parę tych, które odradzam)

Lecimy z horrorami.

przeczytaj »
2 lata temu

Idź oddaj krew

Zaczęły się wakacje, ludzie spędzają bardzo dużo czasu w samochodach, jest sporo wypadków i krew jes...

przeczytaj »
3 lata temu

15 mało znanych filmów, które warto obejrzeć

Uwielbiacie wpisy o filmach, prawda?

przeczytaj »
%d bloggers like this: