Ring to historia, którą znają prawie wszyscy z filmu, oryginalnej japońskiej wersji bądź z amerykańskiego remake’u, mniejsza część ludzi jednak wie, że opowieść ta najpierw została wydana w formie książki, którą rok przed moim urodzeniem napisał Koji Suzuki.

Film po raz pierwszy obejrzałam naprawdę wiele lat temu, może dziesięć, a może nawet troszkę więcej. Wiem, że mnie przestraszył, że w pierwszej kolejności widziałyśmy z siostrą właśnie oryginał, a dopiero później amerykańską wersję. Pamiętam, że w wakacje przed gimnazjum, wypożyczałyśmy z siostrą i przyjaciółką już Ring 0 na płycie DVD w miejscowej wypożyczalni. Uwielbiałyśmy tę serię.

Wieczory z książką

Po książkę sięgnęłam dopiero teraz, bo zaledwie kilkanaście dni temu dowiedziałam się o jej istnieniu. W ebooku niestety jej nie ma dostępnej, Legimi odpadło więc już na starcie, na szczęście miejska biblioteka wyszła mi na ratunek z jednym egzemplarzem dostępnym do wypożyczenia. Miałam więc ją w rękach dwa dni później (z racji weekendu). Pochłonęło mnie bez reszty, wiecie?

Dawno, naprawdę dawno, nie czytałam czegoś, od czego tak bardzo nie chciałam się odklejać. Pierwsze sześćdziesiąt stron pochłonęłam w jeden dzień, po pięciu dniach było już po wszystkim.

Napięcie budowane na kartach powieści jest idealne, bałam się zamykać oczy. Klimat był odpowiedni, nie brakowało mi tu niczego. Historia jest znana, nie odbiega znacząco od tego co widzimy na ekranie telewizora, choć z drugiej strony, jest parę drastycznych różnic w bardziej szczegółowych kwestiach. Nie psuje to przyjemności z oglądania filmu, nie psuje również przyjemności z zanurzenia się w lekturze, bo choć część scen się zna, to jednak jest wystarczająco ciekawie, by zatrzymać widza bądź czytelnika.

Jpeg

Książka to dla mnie solidna dziewiątka na Lubimy Czytać i maksymalna ilość gwiazdek w moich ocenach na blogu. Jeśli szukacie dobrego horroru na jesienny wieczór lub dwa – szukajcie w bibliotece!

Koji Suzuki napisał więcej książek w tej serii, trzy dokładnie, jednak nie ukazały się one na polskim rynku. Co ciekawe, powstały również dwie azjatyckie kontynuacje dla filmu, Rasen (Ring Spiral) wzorowany na drugiej części książki – Spiral, oraz Ring 2, który wyszedł dla szerszego grona odbiorców i również doczekał się amerykańskiej edycji.

Ringu (1998)

Nie widziałam tego filmu już długo, ponad pięć lat. Zawsze w mojej głowie rysował się jako naprawdę przerażający, jednak seans po przeczytaniu książki trochę mnie zanudził, czemu nie pomogły moje wysokie oczekiwania na podstawie wypaczonych wspomnień z dzieciństwa, gdzie Ring mieszał się z Klątwą, znacznie bardziej przerażającą. Jest to jednak pozycja, po którą warto sięgnąć (wielu ludzi twierdzi, że amerykański Ring z Noami Watts jest o wiele lepszy), szczególnie, że spodoba się ona również ludziom na co dzień stroniących od horrorów – nie jest taki przerażający jak np. najnowsza część Insidious czy Paranormal Activity, więc ludzie ze słabszymi nerwami też mogą cieszyć się tym filmem.

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

17

Komentarze (16)