Kulturalne podsumowanie 2021

Bla, bla, bla. Kolejny rok dobiegł końca, więc mam i motywację i wymówkę, by napisać coś popkulturowego na bloga. Podzielę się więc dzisiaj z Wami tym, co najbardziej spodobało mi się w poprzednim roku. Wydaje mi się, że żaden z tytułów nie wzbił się na wyżyny popularności, więc jeśli potrzebujecie czegoś świeżego — smacznego.

Seriale

Szczerze to chyba był rok seriali u mnie. Sporo to tegoroczne nowości.

Kolejność prezentowanych tytułów jest przypadkowa.

Yellowjackets (2021 – )

Showtime, przedłużony na drugi sezon

Teoretycznie historia serialu przypomina wypadek samolotu w Andach, kiedy to ludzie by przetrwać, musieli jeść inaczej, niż normalny człowiek by do siebie dopuścił. Tu jednak zamiast dorosłych, mamy grupę nastolatek uwięzionych w kanadyjskim lesie. To jednak nie jedyna różnica! Losy dziewczyn śledzimy w 1996, czyli roku katastrofy, a także w czasach współczesnych, gdy ktoś zaczyna grzebać w ich przeszłości.

Mnóstwo niespodziewanych zwrotów akcji, dobrej muzyki i świetnie zrobionych postaci.

Dexter: New Blood (2021)

Showtime, miniserial

Nowy Dexter powstał po to, by dać ludziom sensowniejsze zakończenie oryginalnej serii. I cholera, dowozi. Choć początkowo odcinki skupiają się na opowiedzeniu nam obecnego świata, szybko wracamy do „tonight is the night” i tego, co ludzie w Dexterze kochają najbardziej.

W momencie pisania tego wpisu, serial ten jeszcze się nie skończył. Po cichu liczę, że tak dobre przyjęcie tego powrotu, zmotywuje twórców do rozpisania historii na więcej odcinków. Cudowne zakończenie historii Dextera Morgana. Bez zdziwienia przyjęłam informację, że finał bił rekordy oglądalności. Bardzo bałam się ostatniego odcinka, ale było naprawdę dobrze.

Nine Perfect Strangers (2021)

Hulu, miniserial

Serial ten oparty jest na powieści Liane Moriarty i jest świetnym połączeniem dramatu i thrillera. Pełen świetnej obsady, skupia się na specjalnym ośrodku, w którym ludzie mogą popracować nad samopoczuciem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym. To coś, jak spa, połączone z terapią. Wszystko pod wodzą tajemniczej Mashy, z mnóstwem niekonwencjonalnych metod i zupełnie nieprzypadkowych gości.

White Lotus (2021 – )

HBO, przedłużone na drugi sezon

Co może pójść nie tak, jeśli wejdziemy z kamerą w życie bogaczy spędzających wakacje na Hawajach? Okazuje się, że całkiem sporo! Twórcy raczą nas bardzo zróżnicowanymi bohaterami. Od rodzinki z mamą-CEO poważnej firmy, przez świeżą parę dziennikarki i rozpieszczonego dzieciaka z bogatego domu, po starszą babeczkę, która totalnie nie wie, co zrobić ze swoim życiem.

Całość jest… dziwna. Na początku nam się nie podobało, oglądaliśmy to tylko ze względu na muzykę (Cristobal ♥). Gdy skończyliśmy wszystkie odcinki, chcieliśmy więcej. HBO na szczęście dało serialowi drugi sezon, a także potwierdzenie, że parę postaci wróci. Najważniejsze jednak było to, co „zdarzyło” się po ostatnim odcinku. Na głośnikach od tego czasu praktycznie non stop zapętlamy ścieżkę dźwiękową i planujemy obejrzeć całość jeszcze raz, od razu podchodząc z miłością i uwielbieniem, którego nam na początku brakowało.

Five (2016)

Sky, miniserial

Moja miłość. Serio. Cudowne, cudowne, cudowne postacie. Zajebista, skomplikowana intryga. Wszystko na podstawie scenariusza Harlana Cobena.

Więcej znajdziecie tutaj.

Midnight Mass (2021)

Netflix, miniserial

To już kolejny serial, który Mike Flanagan robi dla Netflixa. I to jedne z najciekawszych tam pozycji, szczególnie dla mnie, gdyż zahaczają o horror. Mniam. Tym razem trafiamy na wyspę pełną bardzo religijnych ludzi, tajemniczego nowego księdza, którego wszyscy momentalnie kochają oraz sporo rozmów o życiu, śmierci i wszystkim pomiędzy.

Całość zrobiła na mnie spore wrażenie i na długo została w głowie.

Mythic Quest (2021)

Ubisoft + Apple, przedłużone na kolejne sezony

Mocno giereczkowy serial, w którym poznajemy od środka studio zajmujące się jednym wielkim (haha) MMO. Dużo ciekawych wątków, zabawa formułą i naprawdę genialni bohaterowie. Do tego mamy jeszcze fajną muzykę, która zostanie z Wami dłużej, niż sam serial.


Poniżej macie jeszcze parę seriali, które warte są wzmianki.

Książki

W tym roku przeczytałam mało książek. Planowałam znacznie więcej i realnie nawet nie zbliżyłam się do tej liczby. Nie zamierzam jednak za mocno sobie tego wyrzucać, bo praca z domu „zabrała mi” cały czas regularnie spędzany w komunikacji miejskiej, ograniczając chwile czytania do tego momentu w łóżku, zaraz zanim zasnę.

W efekcie przeczytałam 34 książki i parę jest wartych kilku słów tutaj.

Dawid Kain — „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i książka wybrana totalnie po okładce i tytule. Bo wiecie, brzmi super.

Ten zbiór dystopijnych opowiadań ktoś porównał do creepypasty. Jakby to było coś złego! Wszystkie łączą się w pełniejszy obraz aktualnego świata, ale świetnie bronią się samodzielnie. Szalone koncepty szczerze godne eksploracji w ramach Black Mirror.

Dr. Harper — „I’m a Therapist, and My Patient is a Vegan Terrorist: 6 Deadly Social Media Influencers”

Przez przypadek zapisałam się na Kindle Unlimited, musiałam więc znaleźć tam coś, do czytania. Rzuciłam się na „I’m a Therapist, and My Patient is Going to be the Next School Shooter: 6 Patient Files That Will Keep You Up At Night„, pierwszą z trzech historii Dr. Harpera o jego pacjentach.

Wrzucam tu trzecią, bo była najlepsza, choć żeby całość miała sens, musicie rozpocząć swoją przygodę od pierwszej części.

Nie jest to wysoka literatura, ale trzyma w napięciu i po prostu działa.

Izabela Kawczyńska — „Jej jest ta czerwień”

Nowa powieść Balsamiarki to coś, po co sięgnęłam już w dniu premiery. Obok wersji z Legimi, zamówiłam też sobie z Polski wydanie papierowe do postawienia na półce.

To (oczywiście) nie mój gatunek, choć tytułowa czerwień jest krwią, a historia ma sporo trupów i morderstw. Jest to jednak obszerna dokumentacja sprawy morderstwa z Ameryki sprzed kilkudziesięciu lat.

Co jednak jest warte uwagi i waszego czasu to te fantastyczne zdania. Kwieciste porównania i opisy, nietuzinkowe podejście do rysowania postaci i wszystko to, za co mogliśmy pokochać wcześniej Balsamiarkę — bezpośredniość i szczerość.

Józef Karika — „Szczelina”

To było moje pierwsze spotkanie z autorem i zmotywowało mnie nie tylko do dodania kolejnych dwóch jego książek do półki w Legimi, ale też do napisania wpisu na blogu!

Tam przeczytacie o niej więcej, tu powiem Wam tylko tyle: kawał dobrego horroru.

2021 to był też rok czytania koszmarków. Na moim Goodreads znajdziecie szczegóły i pełną listę tytułów.

Gry

Gry to chyba to medium, któremu poświęcam najwięcej czasu. Realnie jednak wciąż ogrywam te same tytuły, z Apex Legends od trzech lat na czele i Fallout 76 zaraz za nim. W tym roku jednak na specjalną laurkę zasługuje parę dodatkowych tytułów:

Battlefield 2042

Jeden z podobno najgorszych tytułów roku, a daje mi mnóstwo frajdy. Po fatalnym Battlefield V i średnim Battlefield 1, 2042 to dla mnie wreszcie powrót na współczesne pole bitwy, które po prostu bawi.

Zakochałam się już tam w jednej postaci, Mackay’u, więc realnie do szczęścia już niewiele mi potrzeba. Oczywiście, że są bugi, ale co z tego?

W zaledwie 45 dni od premiery nabiłam już więcej godzin niż w poprzednich dwóch odsłonach tej serii.

Uwielbiam gunplay, bardzo cieszy mnie crossplay, a to, jak skrojone są niektóre postacie, pozwala na bardzo unikatowe doświadczenia.

Moonglow Bay

Raz na jakiś czas dobrze jest stracić parę dni przy jakimś indyku. W tym roku w tej kategorii serce moje skradło Moonglow Bay! Opowieść o rybaku, trochę o miłości i stracie i sporo rzeczy do robienia.

Sporo fajnych mechanizmów, eksploracji i kolekcjonowania.

Beyond a Steel Sky

Włączyłam grę fabularną, wow. To jeden z tytułów, które dostałam w tym roku do recenzji i był też jednym z tych, w których najlepiej się bawiłam. Kilkanaście godzin eksploracji bardzo bogatego, znów dystopijnego świata, to coś, czego nawet nie wiedziałam, że mi się chciało.

Bardzo dużo dialogów, dużo postaci, fajne mechanizmy, a wszystko w unikatowym i całkiem urokliwym mieście.

Lost in Random

Kolejna przygodówka! Tym razem spod szyldu EA Originals, czyli studiów indie, które EA bierze pod swoje skrzydła i pomaga im wydać grę. W ten sposób dostaliśmy takie histy jak A Way Out czy It Takes Two.

Lost in Random to gra, która nie ukrywa inspiracji Timem Burtonem. Połączenie hack’n’slash, karcianki i przygodówki wypadło niesamowicie.

Bogata rozgrywka, sporo postaci i kilkanaście różnych sposobów na walkę zadbają o to, byście się nie nudzili.

Poniżej macie jeszcze parę tytułów, przy których świetnie się bawiłam. Last Stop to przepiękna i unikatowa opowieść i to samo w sumie można powiedzieć o Genesis Noir. Uwielbiam, gdy gry starają się dać nam coś świeżego, zarówno fabularnie, jak i w warstwie artystycznej.

I to by chyba było na tyle. Za mną bardzo mało filmów, o których nawet nie mam zamiaru wspominać. Nie odkryłam też nic nowego muzycznie, zapętlając w tym roku głównie Cristobala.

Powiedzcie mi koniecznie, co Wam zabierało czas w zeszłym roku!

niedziela
02.01.2022
0
0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.