Przyznaję bez bicia – gram w gry na Facebooku. Nałogowo, starając się jednak nie zaśmiecać zaproszeniami profili osób, które nie grają razem ze mną (choć wiadomo, nie zawsze to wychodzi), nie postując za dużo wydarzeń z gier na swojej tablicy, ale jednak wciąż gram. Co w nich tak przyciąga? Jakie są moje ulubione tytuły i dlaczego na Facebooku to żyje, a na Google+ już dawno umarło? O tym postaram się napisać.

pepperpanic

Dlaczego gram na Facebooku?

To chyba pytanie, na które najłatwiej mi odpowiedzieć.
Bo lubię. Bo jest to krótka chwila odpoczęcia od pracy i mimo pełnej biblioteki gier na Steamie to jest właśnie mój sposób na przerwę w ciągu dnia. Karta Facebooka jest u mnie wiecznie otwarta, po prostu, przełączenie się więc kartę obok zajmuje mi pięć sekund – tyle wystarczy bym mogła zacząć klikać w gry.

Gram w dwie, może trzy. Wiernie Candy Crush Saga i dwa nowe twory tych samych twórców: Pepper Panic Saga i Candy Crush Soda (z czego do tej ostatniej jeszcze nie jestem przekonana, bo nie gra w nią nikt z moich znajomych).

Są to gry banalne w obsłudze, wymagają tylko minimalnego skupienia i pozwalają dosłownie oczyścić głowę. Na kilka minut, maksymalnie kilkanaście, bo na ile przecież może wystarczyć pięć serduszek?

Dla mnie taki układ jest idealny, odrywam się na krótką chwilę, w oczekiwaniu na nowe życia zabieram się za pracę, robię kilka Pomodoro, potem wracam, na partyjkę lub dwie. W ostateczności idę na Kurnik, sfrustrować się przy kanaście albo literakach.

Dlaczego nie normalna gra?

To też proste.

Zanim włączę Origina, włączę Steama, włączę jakąkolwiek grę, mija kilka minut, bezsensownie straconych kilka sporych procent mojego czasu. Gdy siadam z nastawieniem, że będę grała – to nie problem, ale gdy zabieram się do pracy i potrzebuję chwilowej przerwy to jest to rozwiązanie niezbyt udane. Mogę grać i grać i grać… i szlak trafił pracę. Znaleźć w sobie siłę, żeby oderwać się od takiej gry, szczególnie w momencie, gdy mój zapał do pracy jest bliski zeru, to coś wręcz niemożliwego. Wsiąkam na parę godzin, długich godzin.

Są momenty, kiedy potrzebuję się odciągnąć na dłużej – wtedy oczywiście albo siadam przed konsolą, albo zamykam przeglądarkę i wszystkie programy poza Steamem/Originem, psychicznie odcinając się od pracy.

Gry na Google Plus

Nie wiem, czy ktoś z Was w ogóle pamięta ten czas, kiedy Google Plus miał w swoich zasobach gry. To było niedługo po uruchomieniu samego G+ dla internetowej widowni i byłam zachwycona. Nowe gry, nie te popularne tytuły z Facebooka, ale równie fajne. Dragons of Atlantis wspominam do dzisiaj z uśmiechem, reszta tytułów już mi się zamazała, ale były to gry tematycznie pomiędzy Candy Crush Saga a Farmville. Wciągające na określoną ilość czasu, nie koniecznie 5 żyć, ale też nie dało się w nie grać dłużej niż godzinę bez dłuższej przerwy.

To był czas, kiedy mogłam odpocząć od Facebooka, chociaż z drugiej strony, Google Plus to tak martwa społeczność, że po jakimś czasie przestałam tam w ogóle zaglądać – bo jak grać w grę społecznościową bez znajomych? Zapraszało się ludzi kompletnie nieznanych, tylko dlatego, że grali w grę, w którą też się grało. Na dłuższą metę jednak to wkurzało, że stream zasypany był wiadomościami po hiszpańsku, a sam Google Plus nie nadawał się dla mnie jako narzędzie do ogarniania społecznościowych kont, więc szybko przypięta karta Facebooka wróciła na swoje miejsce, powoli też przeprosiłam się z tamtejszymi grami.

Uzależnienie? Mogę przestać kiedy chcę

Mimo, że mówię o sobie jako nałogowym graczu na Facebooku, to proces rzucania gierek przeżyłam już tyle razy, że mogę rzucić w każdym momencie. Brakuje mi oczywiście przerywników wtedy, więc albo korzystam częściej z kurnika albo obok mnie musi leżeć książka.

Moja praca charakteryzuje się tym, że na proces myślowy muszę poświęcić więcej czasu niż na faktyczne fizyczne tworzenie, więc takie przerywniki są dla mnie bardzo istotne, chwila, kiedy mogę po prostu pomyśleć i zająć te niewykorzystane pokłady pamięci w głowie, które zaraz mogłyby zacząć zmieniać temat – bo nie umiem się skupiać tylko na jednej rzeczy na raz. Muszą to być co najmniej dwie rzeczy, inaczej moja praca jest nieefektywna.

Nachalne zaproszenia

Wiele osób z moich znajomych jest w grupach typu „nie gram w gry na Facebooku” – dobrze wiedzieć, jeszcze żeby mi się to gdzieś pokazywało w grze, na ekranie wysyłania zaproszeń.

Staram się jak mogę nie spamować, wysyłać zaproszenia tylko do ludzi grających w daną grę, jednak wiadomo, czasem coś pójdzie nie tak, nie odznaczy się wszystkich albo aplikacja zmieni kolejność wyświetlania zakładek, różnie to bywa. W takim wypadku normalnym jest dla mnie zablokowanie aplikacji albo ustawienie ignorowania zaproszeń z gier. To się da zrobić i nie wymaga to wielkiego nakładu czasu, a później przynajmniej oszczędza nam dodatkowych irytacji.

Ja też nie lubię dostawać kilka razy dziennie zaproszeń do gier, w które nie mam ochoty grać, wybieram więc się na wycieczkę po Facebooku i dziale „aplikacje”, gdzie mogę sobie poustawiać, że z tej aplikacji nie chcę mieć już więcej powiadomień. A jak kiedyś zmienię zdanie i zechcę włączyć grę, to ona sama już mi przypomni gdzie powinnam kliknąć, żeby to wszystko jednak włączyć.

Ktoś z Was gra na facebooku? Czy jesteście z tej grupy ludzi, którzy drukowanymi literami grożą, że usuną grających ze znajomych jeśli nie przestaną wysyłać zaproszeń?

No i może macie jakieś własne sposoby na dziesięciominutową przerwę od pracy?

Jeśli tekst Ci się spodobał,
kliknij serduszko poniżej.

6

Komentarze (11)