Październik to był miesiąc, kiedy gry zeszły na drugi plan, na tym pierwszym ustępując miejsca serialom i dużej ilości książek. Filmy to były głónie horrory, w tym fantastyczne Raw. Całkiem fascynujące, jak dużo dobrych rzeczy udało mi się poznać.
Ostatnio ciągle mamy serialowy niedosyt, ale o tym później. Jednym z odkryć ostatniego tygodnia jest Glitch, uśmiechający się do nas na Netfliksie już dobrych kilka miesięcy.
Ach. Więc to było tak, że Legimi na Facebooka wrzuciło posta, o książce, której akcja rozgrywa się na Inishmore. Więcej nie potrzebowałam czytać, bo jakiś dziwny patriotyzm lokalny już mi kazał po nią sięgnąć, bo Inishmore to wyspa, którą widzę z mojej zatoki, tej, do której zazwyczaj chodzę na spacery.
Napisałam tekst na dev bloga, a że jestem leniwa, to nie będę go tłumaczyć, tylko wkleję tu linka.
Przez weekend skończyliśmy OA. Wow. Przeglądając wczoraj wieczorem listę wychodzących z Netfliksa filmów, zauważyłam tam I Origins, z Brit Marling w jednej z głównych ról. Długo się nie zastanawialiśmy.
Uwielbiam Netfliksa. Za 43 PLN miesięcznie (bo dalej płacę w PLN-ach, cool) mam dostęp do takiej ilości treści, że na każdy humor coś znajdę; coś do oglądania przy dzieciach czy z dziećmi, coś do obiadu i coś, przy czym lepiej nie jeść. Filmy i seriale, które będę oglądać sama, w środku nocy, przykryta kocykiem.