Bla bla bla, w zeszłym roku przeczytałam mniej książek niż planowałam. Mniej nawet, niż w jeszcze poprzednim roku. Mogłabym przygotować sobie listę wymówek, ale powód był prosty – praktycznie nic mi nie „weszło”.
To był film, który pomyliłam z „Unfriended” i długi czas żyłam w przekonaniu, że to jedno i to samo. Przechodziłam obok niego obojętnie przez kilka lat, aż spojrzałam z bliska, na aktorów i dodałam go na listę do obejrzenia. O dziwo, nie czekał tam na seans zbyt długo.
Dziś mija 3 lata Netfliksa w Polsce, spokojnie można chyba założyć, że zmienił on to, jak oglądamy seriale i filmy. Spora część ludzi korzysta z abonamentu, mniej ściąga z internetu i cierpliwie czeka na wypuszczenie sezonu czy serialu na tej platformie.
Żyjemy w czasach, gdzie wszystko może być w wersji smart. Zgryźliwi oczywiście dodają, że niedługo tylko ludzie zostaną głupi. Oprócz rzeczy bardzo potrzebnych, są takie, które są interesujące, sekcja z rzeczami dziwnymi i totalnie zbędnymi. Smartfon? Bardzo potrzebny. Smartczajnik? Bajer. Smartopaska? Interesująca, niekoniecznie potrzebna, ale dobra.
Jak pewnie większość z Was, jestem dumna ze swojego gustu filmowego, serialowego i tego książkowego… trochę mniej. W czasie, gdy wszyscy dzielą się tym, czego słuchali przez ostatnie 12 miesięcy na Spotify, ja Wam powiem o tym, co będę czytać i oglądać. Notion Pomysł wyszedł w sumie nagle.
Ja i napalanie się na książki… No właśnie. Nie mam do tego zbyt wielkiego szczęścia i zazwyczaj kończy się to spektakularnym rozczarowaniem albo przynajmniej długą drogą przez mękę. Na Definicję Strachu czekałam kilka miesięcy. Dowiedziałam się o tym projekcie jakoś na Facebookowej stronie wydawnictwa (bo Videograf wydał Balsamiarkę, więc zasłużyli na miejsce w moim serduszku).