Nie powiem, że pierwsze wrażenia, bo kilkanaście godzin to już wystarczająco, by wyrobić sobie całkiem solidną opinię. To wystarczająco, żeby zauważyć różnice pomiędzy poprzednimi odsłonami serii i, na szczęście, nie wystarczająco, żeby gra na jednej mapie zdążyła mi się znudzić.
Nie lubię się bawić w hejt i wskazywanie palcem, no nie lubię. Każdy ma swój gust i swoje własne preferencje, w które nie wolno się nam wpierdzielać – naprawdę, nie wolno. Przychodzi jednak taki moment, kiedy jakaś tam kontrolka się w mojej głowie zapala, bo tego już za wiele.
Książka „Niełatwy Dzień” przyciągnęła mnie okładką, kolorami i żołnierzem. Tekst na niej jeszcze spotęgował moją ochotę, by umieścić ją na liście książek do przeczytania w najbliższym czasie. Oczywiście w aplikacji Legimi.
Ten wpis nie miał powstać. Nie miałam się jarać aż tak i nie miałam mieć poczucia, że cholera muszę tu coś o tym wspomnieć.
Zostało zaledwie kilka godzin do Światowej premiery Battlefielda i jakkolwiek to dziwnie brzmi, jest to ważne wydarzenie, do którego godziny odliczam od momentu, gdy tylko pojawiła się konkretna jego data. Ostatni więc moment, by trochę sobie pogadać i wypowiedzieć na głos życzenia.
Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że praktycznie cała „kultura” w naszym domu dostarczana jest przez usługi abonamentowe. Mamy subskrypcję na Netfliksie, książki czytamy w Legimi i nawet za dostęp do muzyki płacimy stałą miesięczną cenę.