Jak większość moich znajomych z Twittera pewnie wie, w czwartek byłam w Warszawie na koncercie Glass Animals, zespołu, który doczekał się nawet własnego wpisu tutaj w ramach nove love (czyli cyklu, który cały czas mam w planach). Glass Animals to brytyjski zespół, chociaż żyłam w przeświadczeniu, że są jednak z USA.
Hejt wylewający się na lewo i prawo, uszczypliwości i wywyższanie się – tak w skrócie wygląda większość mojego Facebooka i Twittera. I nie chodzi już nawet o to, jakich ludzi mam w znajomych, czy że pojawiają mi się aktualności z Kwejka czy 9gag. Nie.
Długiego wpisu raczej z tego tytułu nie będzie, ale też moja frustracja jest zbyt duża, by ująć ją w twitterowych stu czterdziestu znakach. nie lubię blogerów, którzy piszą mimo, że nie mają o czym pisać.
Przeczytałam w swoim życiu już wiele książek, nie powiem, że tony, ale dziesiątki kilogramów na pewno, kierując się czasem samym tytułem, innym razem autorem, kolejnym opinią jakiejś osoby, ale zdarzało się też, że tekstem na tylnej okładce… I tu się właśnie zaczyna problem, bo te opisy często bardziej wprowadzają w błąd niż opowiadają prawdę o […]...
W sumie, zabrakło mi słów. Wczoraj, godzinę przed północą blip nie ział pustkami jak zwykle, tylko mocno tętnił życiem, choć smutnym życiem.
FB powinien dodać opcję: „ten wpis jest spojlerem” i przed wyświetleniem trzeba by oznaczyć „tak, oglądałam ostatni odcinek bądź chcę wejść na własną odpowiedzialność”.