Zbieram się za napisanie pełnoprawnego tekstu, ale… nie dziś. Dziś chcę tylko gadać o tym, że znów oglądam Darknet. Dalej uważam, że jest cudowny i zdecydowanie zasługuje na pierwszą pozycję w moim serialowym serduszku. Oglądam go na telefonie, bez napisów, w pocztówkowej rozdzielczości, ale lepiej tak, niż wcale. Szarpałabym DVD, ale nigdy nie wyszło.
W tytule dwa słowa, które od razu sprawiają, że chcę się rzucić na książkę: paradoks i marionetki. Do tego piękna okładka, sugerująca, że to nie do końca opowieść dla dzieci, ale też nie obyczaj czy typowy horror.
Moje życie właśnie się zmieniło ‒ znalazłam VOD z samym horrorami. Po tygodniowym trialu kosztuje 5 euro miesięcznie i ma w irlandzkim katalogu niewiele ponad 200 filmów (500 tytułów w USA).
„Złudzenie” to moje drugie spotkanie z Charlotte Link. „Gra Cieni”, którą dostałam na poprzednie urodziny, była cudowną lekturą, zaskakującą i trzymającą w napięciu, nietuzinkową, z mocnym zapleczem psychologicznym. „Złudzenie”, cóż, niestety było gorsze, choć muszę przyznać, że poprzeczka ustawiona była dość wysoko.
„Dziewiąte Wrota” to był niezły film. Ciekawy i po prostu dobry. Johnny Deep i klimatyczne scenerie na pewno miały w tym największy udział, ale i sama fabuła sprawiała, że chciałam wracać do tego filmu i widziałam go trzy, czy cztery razy.
Taka miłość nie zdarza się codziennie. Mnie osobiście nie zdarzyła się przez trzy albo i cztery lata. Ciarki na plecach, ciągłe pragnienie „więcej” i to dziwne uczucie w głowie. Pisałam tak dwa i pół roku temu o Glass Animals. Zaczęło się od „Need to change” dziewięć dni temu.