Oj misie. Trochę muszę (znowu!) przemyśleć tego bloga. W sensie, aktualnie najbardziej to mam ochotę tu pisać raz na kilka dni, powiedzieć Wam co u mnie, co przeczytałam, co obejrzałam, bez głębszych wynurzeń. Może uda mi się wtedy wbić w jakiś sensowny rytm klepania w klawiaturze czegoś innego niż kodu.
Po pierwsze to totalnie nie wiem, jak zatytułować ten wpis. Bo wiecie, to już kolejna przeprowadzka i właśnie przekroczyłam etap liczenia tego na palcach. Do tego jeszcze dochodzi moja nowa praca i to, że nie pisałam tu dwa miesiące. Ugh.
Żyjemy w czasach, gdzie wszystko może być w wersji smart. Zgryźliwi oczywiście dodają, że niedługo tylko ludzie zostaną głupi. Oprócz rzeczy bardzo potrzebnych, są takie, które są interesujące, sekcja z rzeczami dziwnymi i totalnie zbędnymi. Smartfon? Bardzo potrzebny. Smartczajnik? Bajer. Smartopaska? Interesująca, niekoniecznie potrzebna, ale dobra.
Piszę to, żebyście wiedzieli, że temat nie umarł. Część z Was może śledzi mnie na Twitterze, więc jeszcze mniej-więcej widuje informacje, że pracuję nad tematem, ale większość z Was mnie nie zna (hej!).
Wpadł mi jakiś czas temu do głowy szalony pomysł, zainspirowany pytaniami, jakie czasem dostaję na DM — a może by tak stworzyć kurs frontendu pod WordPressa? Bez frameworków, miliona wtyczek i zbędnych narzędzi. Bardziej interaktywny niż tutoriale, które znajdziecie w internecie.
Nie wiem, czy faktycznie to nasz szósty dom. Pewnie nie, pewnie ósmy, mój już nasty. Drugi w Irlandii, to na pewno. Mam nowe biurko. Mam biblioteczkę pełną filmów, książek i gier, i szafkę pod telewizor, gdzie mieszczą się prawie wszystkie konsole. Nie mam telewizora, ale przy 24-calowych monitorach to nie jest aż tak wielki problem.