Jakiś taki dziwny ten miesiąc. Bardzo mało filmów, mało seriali, nawet muzycznie bez żadnych odkryć. Książki dalej gniotę te same, czyli Łzy Diabła wciąż od kwietnia (ale przekroczyłam połowę), na telefonie mam Czas Zmierzchu, a w pociągu do Skarżyska zaczęłam czytać Dom Pełen Drzwi.
Bardzo irytują mnie słabe książki, jeszcze bardziej takie, nad którymi ludzie się rozpuszczają, a do mnie nie trafiają kompletnie. Hipnotyzer to idealny przykład.
Trochę ta seria się zmieni, skoro o książkach piszę osobne recenzje i staram się o filmie pisać parę słów – te mniejsze teksty pewnie sklecę po prostu tutaj zamiast tworzyć wpisy po 200-300 słów, to chyba będzie odpowiednia równowaga. Jest 29 maja, nadrabiam więc dość późno, mam nadzieję, że nic nie pominę.
W pogoni za Vermeerem to drobna książeczka, zaledwie dwieście stron. Klasyczny przedstawiciel literatury młodzieżowej – dwójka nastoletnich dzieci, przypadkowo łącząca ich przyjaźń i zagadka w tle.
Blog dalej nie doczekał się ołtarzyka dla Michaela Westona, więc czas zacząć to naprawiać. Powiedziałam, że skupię się na recenzjach, nawet krótkich, filmów i książek, więc oto jest, recenzja filmu See You in Valhalla, zakładam, że słyszycie o nim teraz pierwszy raz. Obyczaje to nie jest mój ulubiony gatunek filmów.
Kiedyś powiedziałam sobie, że będę opisywać każdą przeczytaną książkę chociaż w kilku słowach. Nie wychodzi mi to jednak. Czasem dodam parę słów na Lubimy Czytać, dosłownie dwa zdania, rzadziej stworzę recenzję z prawdziwego zdarzenia jak było z FUTU.RE, wiele książek jednak przechodzi bez echa, zupełnie niesłusznie.