Daredevil to serial Netflixa, którego premiera odbyła się 10 kwietnia 2015, czyli niecały miesiąc temu. Jest to część uniwersum Marvela, tego samego do którego należą Avengers, Iron Man, Kapitan Ameryka i filmy o Thorze. Jest to już trzeci serial kręcący się wokół Avengersów – chociaż tu, w przeciwieństwie do Agents of S.H.I.E.L.D.
Niektóre filmy i seriale są złe, mają złe oceny i faktycznie nie można się w nich dopatrzeć nic, co podniosłoby ocenę powyżej 5 (w skali od 1 – 10, bo innej w tych kategoriach nie uznaję i nie stosuję), sama robię cykl o tworach, na które naprawdę szkoda czasu.
Uwielbiam mój nowy telefon i aparat w nim. Pierwsze dni był trudne, nie mogłam ustawić go tak jak chciałam, zdjęcia wyglądały znacznie gorzej niż wykonane Samsungiem, a dziwnie rozmazane tło doprowadzało mnie do szaleństwa – uwierzcie, byłam w stanie oddać ten telefon i kupić inny.
Chciałabym zacząć od słów „każdy z Was na pewno parę takich książek…”, ale dobrze wiem, że jednak nie każdy, a może nawet nie większość… Więc.
Trafiam czasem na ciekawe filmy, płyty czy seriale, na ładne zdjęcia, czy aktorów wartych dłuższego spojrzenia. Pomyślałam więc o comiesięcznym przeglądzie (kiedyś próbowałam z tygodniowym, ale to jednak zazwyczaj za mało czasu, żeby odkryć coś faktycznie ciekawego).
Coś Wam powiem – nie płaczę na filmach, zdarzyło mi się to tylko kilka razy. Zielona Mila i Most do Terabithii to chyba jedyne tytuły, którym udało się wycisnąć ze mnie łzy. Nie rusza mnie Titanic, nie płakałam po Whitney Houston czy Michaelu Jacksonie – wrażliwość nie jest moją mocną stroną.