To będzie naprawdę parę zdań, które czuję, że muszę skreślić. Cała nadzieja w Paryżu to literatura kobieca, podobno literatura piękna, powieść składająca się w dużej części z listów, opakowana typową fabułą.
Książkowe wyzwanie to coś na co mam ochotę od początku roku i wreszcie jest okazja. Oczywiście nie ma szans, żebym wyrobiła się w podanym terminie (6 książek, minimum 1500 stron, do przeczytania w tydzień), ale sama idea mi się podoba. Czas więc będzie… jaki będzie. Ale przynajmniej zaplanuję sobie kolejkę najbliższych książek.
Lipiec był jakimś dziwnym miesiącem. Przeszłam kolejną grę Artifex Mundi, dużo grałam w Battlefielda, miałam czas usiąść wieczorem do książek, co trochę odbiło się na oglądanych serialach, których praktycznie nie ruszaliśmy.
Po dwóch dniach intensywnego czytania skończyłam Rosemary’s Baby, powieść napisaną w 1967 roku przez nieznanego mi zupełnie autora, Irę Levina, który co ciekawe, jest też odpowiedzialny za Żony ze Stepford. Parę miesięcy temu oglądałam miniserial Dziecko Rosemary z zeszłego roku, a Oscarową produkcję Polańskiego widziałam parę lat wcześniej, zupełnie nieświadoma faktu, że to ekranizacja.
Latry to bardzo krótka książka, moje parę słów o niej nie będzie też zbyt obszerne. Najnowsze dzieło Briana Lumleya, niezwiązane z żadną serią, opowiadające o świecie półtora wieku po zagładzie atomowej, gdzie żyje reszta ludzi i stworzenia zwane Latrami, które są jakąś odmianą ukochanych przez autora wampirów.
Zdarzają się Wam takie dni, kiedy macie ochotę zakopać się wśród staroci? Pamiątek, rzeczy, które były dla Was ważne X temu, a teraz tylko leżą i się kurzą? Mnie tak naszło właśnie ostatnio. Odkopałam swój stary i sponiewierany zeszyt, którego zapełnianie zaczęłam w 2006 roku.