Zaczęłam tę książkę już sama nie wiem kiedy, ale dawno. Czytałam ją na Kindle’u, w sumie tylko na siłowni, więc wiecie – nie było zbyt wielu okazji w poprzednim kwartale. Jest to druga książka z serii Battlefield, jednak absolutnie nie związana z wydarzeniami z trzeciej części.
Czyli kolejne książki do kolejki. Czytam Latry od zeszłego tygodnia, zostało mi mniej niż pięćdziesiąt stron, zaraz więc usiądę i dokończę. Po ponad czterech miesiącach kapnęłam się, że mam zablokowane konto w bibliotece, bo jest ono ważne tylko 12 miesięcy i trzeba je przedłużać przez wizytę w oddziale. Fun fact. Nie wiedziałam.
Są takie filmy (okej, seriale też), które oglądasz i od razu widać, że były przygotowane z myślą o zawładnięciu najbliższą galą Oscarową, są takie produkcje, które dopiero powstają, ale już widać, że się czają i nominację dostaną.
Mam z tą powieścią wielki problem. Z jednej strony katowałam ją praktycznie od dnia premiery, która odbyła się w połowie marca. W międzyczasie przeczytałam cztery inne tytuły. Dlaczego? Bo przez pięćset stron jest strasznie nudno, przynajmniej dla mnie.
Skakałam sobie po internecie pijąc ukochanego Earl Greya i nagle zobaczyłam reklamę akcji „Ocal książki”.
Macie tak czasem, że nie możecie doczekać się jakiegoś filmu albo serialu? Ja mam tak często i nie chodzi tylko o jedną premierę rocznie, największego Blockbustera jak nowa część The Avengers czy Star Wars.