Przeboje z Windows Insider, czyli jak potrzebowałam w poniedziałek rano komputer
Nowy tydzień, nowy miesiąc. Człowiek idzie do komputera zrobić coś na szybko, a tu zonk. Czyli trochę słów o tym, jak to dobrze, że jestem geekiem i „ogarniam”.
Nowy tydzień, nowy miesiąc. Człowiek idzie do komputera zrobić coś na szybko, a tu zonk. Czyli trochę słów o tym, jak to dobrze, że jestem geekiem i „ogarniam”.
Legimi ostatnio pozamiatało. Pojawiły się w abonamencie nowe wydawnictwa, między innymi Rebis, Prószyński i Media Rodzina. Katalog pęka więc w szwach, lista moich zachciewajek w kolejce razem z nim. Czas jednak nominować tytuły do przeczytania w najbliższej przyszłości.
Aż tak wielki crush w aktorze mi się jeszcze nie zdarzył. Przeżywałam już jednak miłości do muzyków czy jednego konkretnego zapaśnika, Jeffa Hardy’ego. To było jednak dawno temu. Teraz na tapecie jest Michael Weston i czas Was trochę tym pozanudzać.
Wpis w szkicach siedzi już jakiś dłuższy czas. W zasadzie od momentu, kiedy dostałam od Castelli ich notatnik z serii Ivory, o której napisałam cały obszerny tekst zanim położyłam ręce na jakimkolwiek egzemplarzu. Od kilku dni mam (dzięki waszej pomocy) dla niego zastosowanie, mogę więc napisać recenzję.
Są takie momenty, gdy mam ochotę po prostu rzucić tego bloga w cholerę. Czasem wydaje mi się, że chciałabym trafiać do większej publiczności, skoro kilku osobom się to udało.
Raz na jakiś czas trzeba podjąć ważne decyzje, może trochę drastyczne, może trochę odmienne od pierwotnej wizji, ale w sumie koniecznie. Nadszedł właśnie ten moment i choć trochę mam tremę, to myślę, że to właśnie to, czego mi potrzeba.